/p02_0001.djvu

			2 


Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


neralnego diecezji tarnowskiej ks. bp dr. Jana Styrnę, a 
w koncelebrze udział wzięli: ks. prałat Władysław Gibała 
- dziekan dekanatu tuchowskiego, ks. Stefan Cabaj - die- 
cezjalny duszpasterz straży pożarnych, ks. prałat Franci- 
szek Kukla - proboszcz parafii św. Jakuba oraz o. dr 
Stanisław Madeja - proboszcz parafii NNMP: 
W uroczystości udział wzięli przedstawiciele władz 
straży pożarnych: 
- Kazimierz Sady - członek Zarządu Głównego OSP, 
- bryg. Jan Borowiec - komendant wojewódzki 
Państwowej Straży Pożarnej w Tarnowie, 
- kpt Andrzej Mamak - zastępca komendanta rejono- 
wego Państowej Straży Pożarnej w Tarnowie. 
Miejscowe władze reprezentowane były przez prze- 
wodniczącą Rady Miejskiej mgr Stanisławę Burzę i dr. 
Michała Wojtkiewicza burmistrza Tuchowa. 
Tuchowska jednostka OSP została odznaczona 
Złotym Znakiem Związku, a wyróżniający się strażacy i 
działacze medalami: 
"Za Zasługi dla Pożarnictwa" 
- złotym: Kazimierz Dudek, mgr Marian Kras, Piotr 
Pazdur, Józef Wojtas, 
- srebrnym: Kazimierz Ciszek, 
- brązowym: Paweł Kozioł, Bogdan Kras, Andrzej Moź- 
dzierz, 
Odznaką "Wzorowy Strażak": 
Paweł Pytko, Paweł Świderski, Mariusz Sobarnia. 
Około 800 zebranych mieszkańców Tuchowa i okolicy 
wysłuchało okolicznościowego wystąpienia prezesa OSP 
w Tuchowie Andrzeja Siwaka, podziwiało defiladę 33 jed- 
nostek Ochotniczych Straży Pożarnych z rejonu tarno- 
wskiego, którymi dowodził sprawnie naczelnik OSP w 
Tuchowie asp. Piotr Wójcik. Na zakończenie odbyły się 
pokazy ratownictwa chemicznego. Można było nabyć 
broszurę poświęconą tuchowskiej OSP, autorstwa Ale- 
ksandra Kowalika. 
(Obszerne fragmenty tekstu wystąpienia Andrzeja Si- 
waka - wewnątrz numeru) 


3$ 


W odbytych 19 września wyborach do Sejmu, w gminie 
Tuchów na uprawnionych do głosowania 11754 
mieszkańców udział wzięło 5421. co stanowi 46,1 %. Po- 
szczególne ugrupowania uzyskały następujące ilości 
głosów: 


PC 95 1,8% 
Ojczyzna 789 14,6% 
PSL-PL 71 1,3% 
KPN 753 13,9% 
SLD 361 6,6% 
PSL 1732 31,9% 
KLD 168 3,1% 
Solidarność 329 6,1% 
UD 262 4,8% 
BBWR 250 4,6% 
UP 160 3,0% 
UPR 204 3,8% 
Koalicja dla Rzeczypospolitej 
122 2,1% 
IIX" 125 2,3% 


Poszczególni kandydaci z Tuchowa i gminy uzyskali 
następuj<;lce ilości głosów: 
Andrzej Sliwa 137 
Stanisław Skruch 290 


Witold Trzęsiński 
Leon Leś 
Jacek Jurek 
Światosław Karwat 
Stanisław Wątroba 
Władysław Witalis 


208 
1250 
61 
31 
73 
15 


(J. T.) 


3$ 


10 października obchodziła swoje 45-lecie Ochotnicza 
Straż Pożarna w Dąbrówce Tuchowskiej. 
(Informacja o działalności tej jednostki wewnątrz nu- 
meru) 


3$ 


24 października odbyło się w kościele NNMP uroczy- 
ste poświęceni
 sztandaru tuchowskiego Koła Świato- 
wego Związku Zołnierzy Armii Krajowej. 
3$ 


Zapoczątkowana przed pięcioma laty przez Szkolny 
Klub Krajoznawc
o-Turystyczny w ZSZ tradycja orsani- 
zowania między Swiętem Zmarłych a Narodowym Swię- 
tem Niepodległości zlotu giwaździstego na cmentarzu le- 
gionistów w Łowczówku znalazła uznanie u władz wo- 
jewódzkich PTTK. 5 XI odbyła się w Łowczówku wo- 
jewódzka impreza, współorganizowana przez Zarząd 
Wojewódzki PTTK i SKKT w ZSZ. Udział w niej wzięło 
tym razem ponad 300 osób, głównie młodzieży. Jak zwy- 
kle, złożyła ona na grobach wieńce (odbył się konkurs, a 
wieńce były i pomysłowe, i piękne), zapaliła światło, a po- 
tem przy ognisku wysłuchała opowieści o wydarzeniach 
sprzed 79 lat. Zarząd Wojewódzki PTTK przygotował dy- 
plomy, nagrody i okolicznościową odznakę na wzór tej 
słynnej, którą nosił marszałek Józef Piłsudski. 
3$ 


W niedzielę, 7 listopada z okazji święta patronalnego 
myśliwych i jeźdźców - św. Huberta - odbyło się w Tucho- 
wie na Garbku otwarcie ośrodka szkoleniowego jazdy 
konnej państwa Grażyny i Jacka Kańków. Staraniem ich, 
dużym nakładem środków finansowych i pracy, w pomie- 
szczeniach wydzierżawionej stajni wybudowano nowe 
boksy dla koni, w których obecnie są trzy dorodne rumaki 
i jeden 4-miesięczny źrebak. 
Otwarcie ośrodka odbyło się przy pięknej, słonecznej 
pogodzie, w obecności licznie przybyłych z Tuchowa i 
Tarnowa gości oraz sympatyków jazdy konnej, wśród 
których przeważającą grupę stanowiła młodzież i dzieci. 
Otwarcie ośrodka uświetniły pokazy jazdy konnej skoki 
przez przeszkody oraz tradycyjnie zorganizowany z oka- 
zji patrona, św. Hubeta, "bieg za lisem" przy udziale 
młodych (ale jakże już pięknie prezentujących się w siod- 
le) amazonek i jeźdźców z Tarnowa. 
"Bieg za lisem" wygrał Mirosław Kajpust na koniu "Jan- 
tar". Młodzi sympatycy włożyli dużo pracy w przygotowa- 
nie koni do pokazów. Przyjeżdali kilkakrotnie w tygodniu, 
aby przeprowadzić treningi, wyczyścić konie znajdujące 
się w ośrodku, a także pomóc przy budowie zagród i po- 
rządkowaniu placu ujeżdżalni. Dużo życzliwości i pomo- 
cy w utrzymaniu ośrodka doświadczają p. Kańkowie od 
rodzin sąsiadów - państwa Okazów i Pytlów.
		

/p03_0001.djvu

			Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


3 


Dodatkową atrakcją pokazów było nadanie imienia źre- 
bakowi, który urodził się na Garbku. Zgodnie z przyjętym 
zwyczajem i zasadami obowiązującymi w stadninach, 
źrebak otrzymał imię "Sułtan". 
Wyrazić chcę uznanie i pogratulować p. Jackowi 
Kańce i jego żonie Grażynie - instruktorce jazdy konnej, 
że wbrew trudnościom kilkuletnie starania o zorganizo- 
wanie w naszej gminie ośrodka sportów konnych zostały 
uwieńczone sukcesem. Witając przybyłych gości i sym- 
patyków jeździectwa, p. Jacek Kańka stwierdził, że ośro- 
dek jest otwarty dla wszystkich, ale w szczególności dla 
mieszkańców i młodzieży z miasta i gminy Tuchów. Mylę, 
że pod fachowym kierownictwem państwa Grażyny i Ja- 
cka Kańków ośrodek może spełnić ważną rolę w rozwoju 
sportu i rekreacji w naszej gminie. Wierzę, że pokazy jeź- 
dzieckie z okazji św. Huberta w przyszłym roku odbędą 
się już na szerszą skalę i przy czynnym udziale tucho- 
wskiej młodzieży. Ognisko, tradycyjny bigos i wspólne 
śpiewanie zakończyło to ze wszech miar miłe i udane 
spotkanie wszystkich uczestników i sympatyków sportów 
konnych na Garbku. 


Grzegorz Stanisławczyk 


Jacek Kańka, jeźdźcy i konie. 
Fot. T. Goliszewski 


Rada Miejska informuje... 


Na sesji Rady Miejskiej w dniu 20.10.93 r. po wysłu- 
chaniu informacji burmistrza dr. M. Wojtkiewicza o dzia- 
łalności Zarządu Gminy między sesjami przedmiotem 
dyskusji i podjętych uchwał były niżej wymienione proble- 
my miasta i gminy: 


1. W związku z niedokonaniem transakcji sprzedaży 
"Bacówki" w Jodłówce Tuchowskiej mimo ogłoszonego 
przetaru podjęto decyzję, aby ponownie przedstawić do 
sprzedaży ww. obiekt przy cenie do negocjacji w wyso- 
kości 1.200 mln. zł. 
2. Po akceptacji przez Radę Miejską Zarząd Gminy 
przystąpił do dalszej przebudowy drugiej części płyty ryn- 
ku od strony północnej i zachodniej. 
3. Trwają prace związane z budową kolektora do oczy- 
szczalni ścieków. Terminowe ukończenie tych robót jest 
związane z przewidywanym na kwiecień 1994 r. rozru- 
chem nowej oczyszczalni ścieków. 


4. Zakończona została sprawa związana z formalnym 
przejęciem przez gminę gruntu darowanego przez Mela- 
nię Wronę, przeznaczonego na urządzenie cmentarza. 
5. Zgodnie z harmonogramem pracy przyjętym na sesji 
w październiku 1992 r. trwają prace zmierzające do prze- 
jęcia przez gminę szkół podstawowych. 
6. W Tuchowie rozpoczął działalność koordynator do 
realizacji Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywa- 
nia problemów Alkoholowych, mgr Wacław Srebro, który 
pełni dyżury w Urzędzie Gmin
w Tuchowie w każdą śro- 
dę i czwartek w godz. 12 30 _15 . 


G.S. 


Wieści z Urzędu Gminy... 


Zarząd Gminy nie wyraził zgody na sprzedaż i poda- 
wanie napojów alkoholowych w barze w Siedliskach. 
Przedtem zasięgnął opinii rady sołeckiej, dyrekcji Szkoły 
Podstawowej i parafii. Opinie były zgodne - negatywne. 


W części tynków na budynku ratusza stwierdzono 
usterki. Wykonawca został zobowiązany do zbicia tynku i 
położenia nowego na własny koszt. 


W związku z licznymi interwencjami w sprawie 
niewypłacania przez Bank Spółdzielczy w Tuchowie osz- 
czędności osobom prywatnym Zarząd Gminy w porozu- 
mieniu z Radą Miejską postanowił wystąpić do Rzeczni- 
ka Praw Obywatelskich o przyspieszenie zwrotu pienię- 
dzy. 


Zarząd Gminy widzi konieczność budowy sieci kanali- 
zacyjnej w dwóch kierunkach: prawobrzeżnej części Tu- 
chowa, za Białą oraz wzdłuż ul. Mickiewicza do Dąbrówki 
i Siedlisk. 


Z działalności Domu Kultury 


29 VIII Gminne dożynki Tuchów '93 
- wstęp zespołów DK 
- wystawa haftów. 
1 IX Uroczystość religijno-patriotyczna z okazji 54. ro- 
cznicy wybuchu II wojny światowej. 
26 IX Wyjazd 28-osobowej grupy na koncert do dwor- 
ku I.J. Paderewskiego w Kąśnej. 
29 IX Wystawa rysunków satyrycznych Barbary Wiak 
z Dęblina. 
9,10 X Plener malarski zespołów plastycznych DK na 
Brzance sponsorowany przez Towarzystwo Miłośników 
Tuchowa. 
16 X Koncert z okazji Światowego Dnia Muzyki w wy- 
konaniu nauczycieli i słuchaczy Ogniska Muzycznego 
- Aukcja prac zespołu plastycznego 
7 XI Wyjazd 50-osobowej grupy do Krakowa na musi- 
cal"Skrzypek na dachu"
		

/p04_0001.djvu

			4 


Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


W ramach obchodów Narodowego Święta 
Niepodległości: 
10 XI Otwarcie wystawy malarstwa Łucji Radwan 
11 XI Program artystyczny: 
- Montaż słowno-muzyczny "POLSKO TY MOJA" B. 
Jachiczak przygotowany przez zespół recytatorski DK 
pod kierunkiem Andrzeja Jagody. 
wystąpili: Ewa Bernal, Ewa Ziółko, Tomasz Polak, 
Zbigniew Niemiec, Artur Serwin, grał Łukasz Włodarz. 
Występ Ogniska Muzycznego: 
- Katarzyna Osikowicz skrzypce 
J.S. Bach Aria na strunie G 
J.S. Bach-Ch. Gunod AVE MARIA 
Beata Maniak akompaniament 
- Anna Schabowska flet 
J.E. Haendel SONATA VI LARGO VIVACE 
Beata Maniak akompaniament 
- Zespół instrumentalny DK "Tomek i Łukasz" 
11 XI Msza za poległych z udziałem zaproszonych 
księży, pocztów sztandarowych i Orkiestry z Sanktu- 
arium NNMP w Kościele św. Jakuba. 
13 XI Recital organowy Leszka Wernera oraz koncert 
orkiestry Liceum Muzycznego w Tarnowie pod dyrekcją 
Włodzimierza Siedlika, kościół NNMP w Tuchowie. 


Z OSTATNIEJ CHWILI 
13 XI br na Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Religijnej i 
Patriotycznej - Polonia Semper Fidelis w Dębicy zespół 
wokalno-instrumentalny "2 + 2" Beaty Maniak z Domu 
Kultury, w składzie: Alicja i Andrzej Stanisławczykowie 
oraz Dominika i Sławomir Wójcikowie zdobyli I miejsce. 
Szczegóły w następnym numerze. 


o. Stanisław Gruszka CSsR 
Kustosz Sanktuarium NNMP w Tuchowie 


STULECIE POBYTU 
, 
REDEMPTORYSTOW W TUCHOWIE 


W roku 1993 tuchowskie kroniki odnoto
ują jak zwykle 
wiele wydarzeń bieżących i wspomnień. Zycie przecież 
to powtarzające się rocznice, obecne doświadczenia i 
dalekosiężne perspektywy. Niecodziennym przeżyciem 
w formie, treści i rozmiarze był jubileusz redemptorystów, 
którzy od 100 lat przebywają przy Tuchowskim Sanktu- 
arium Maryjnym. 
Przybyli tutaj 26 IV 1893 r. na życzenie ks. biskupa Ig- 
nacego Łoboza - ordynariusza diecezji tarnowskiej. Za- 
mieszkali w małym, liczącym zaledwie sześć pokoi, kla- 
sztorze i podjęli duszpastersto pielgrzymkowe na miejscu 
oraz misyjno-rekolekcyjne - na rozległej polskiej niwie, w 
bliższej i dalszej okolicy. Czasy dla tego dzieła nie były 
łatwe. Polska znajdowała się ciągle jeszcze pod zabora- 
mi, wielu biednych i przygnębionych żywiło przekonanie, 
że właśnie w sanktuarium i na dobrze potraktowanych 
misjach można poczuć się dowartościowanym i wolnym. 
Mieli więc redemptoryści ważną rolę do spełnienia, a z 
dystansu można ją ocenić nie tylko pozytywnie, ale bar- 
dzo wysoko. 
Niebawem, jako kustosze Tronu Maryi, zorganizowali 
koronację wizerunku Bogarodzicy. W dalszym etapie 


dziejów przyszło im dzielić losy miejscowej ludności wy- 
stawionej na ciężkie próby, wynikające z I i II wojny,a na- 
stępnie z tego, co niósł w swym systemie były ustrój. 
Dziś nowe troski i zadania stanowią treść poszukiwań i 
decyzji. Dzieje się to tym bardziej, że od lat dwudziestych 
Tuchów jest siedzibą Wyższego Seminarium Duchowne- 
go. 
W rozbudowanym na rozległej przestrzeni klasztorze 
dokonuje się formacji intelektualnej i duchowej tych, 
którzy w przyszłości będą duszpasterzami, misjonarzami 
lub podejmą pracę naukową jako redemptoryści. Służą 
temu kaplice, sale wykładowe, dobrze wyposażona bib- 
lioteka. 
W nurcie powyższych zagadnień przeżyty został też 
jubileusz. Na jego program z
ożyły się także kluczowe 
wątki, jak list biskupa Józefa Zycińskiego - odczytany w 
całej diecezji 27 VI br., stanowiący jakby syntezę duszpa- 
sterskich zmagań, jakie towarzyszyły redemptorystom tu- 
chowskim w minionym stuleciu. 
Drugim wydarzeniem na kanwie przeżywanych uro- 
czystości był doroczny Wielki Odpust. Była także mocno 
uzasadniona nadzieja, że zaszczyci go swoją osobą pry- 
mas Polski ks. kard. Józef Glemp. Przeszkoda jednak 
uniemożliwiła jego przybycie. Ale tydzień poświęcony 
czci Matki Bożej Tuchowskiej obfitował w niezapomniane 
doświadczenia wiary (75 tys. komunii św.) oraz pamięci. 
Na zakończenie odpustu poświęcono krzyż upamięt- 
niający koronację Cudownego Obrazu jako wotum za 
1 OO-Ietnią opiekę nad Zgromadzeniem w Tuchowie. 
Wreszcie przybliżył się dzień uroczystego "Te Deum", 
który poprzedzony został sympozjum poświęconym 
doniosłemu jubileuszowi. 
1 X 1993 r. w Sali pielgrzyma o. rektor Jan Noga - 
przełożony tuchowskiego klasztoru powitał prelegentów i 
dostojnych gości przybyłych na uroczystości. Otwarcia 
sympozjum dokonał o. prowincjał Leszek Gajda. Po 
czym przystąpiono do referatów. W tym dniu było ich 
cztery: 
1) Ks. prof. Bolesław Kumor (KUL): "Sytuacja Kościoła 
w Galicji pod koniec XIX w." 
2) O. dr A. Kraxner (Wiedeń): "Rozkwit życia religijne- 
go w Austrii w II połowie XIX w." 
3) O. dr Antoni Bazielich (WSD Tuchów): "Fundacja 
klasztoru Redemptorystów w Tuchowie". 
4) O. lic. Marian Sojka (WSD Kraków): "Powstanie i 
działalność Wyższego Seminarium Duchownego Re- 
demptorystów. 
Drugi dzień rozpoczął się od Eucharystii Koncelebro- 
wanej. Mszy św. przewodniczył o. generał J. Lasso de la 
Vega (Rzym). Referaty miały następującą tematykę: 
1) O. dr Edward Nocuń (WSD Lubaszowa): "Działal- 
ność apostolska redemptorystów w Tuchowie" 
2) O. dr Stanisław Bafia (WSD Kraków): "Działalność 
wydawniczo-pisarska redemptorystów polskich". 
3) Ks. dr hab. Stanisław Piech (PAT Kraków) "Rola 
Sanktuarium NMP w Tuchowie w diecezji tarnowskiej". 
4) O. dr Gerard Siwek (WSD Tuchów): "Misje ludowe 
jako charyzmatyczna odnowa parafii" 
T en ostatni referat został wygłoszony podczas uroczy- 
stej inauguracji roku akademickiego 1993/94. 
Centralna uroczystość liturgiczna miała miejsce w dniu 
3 X. Mszy św. przewodniczył ks. abp Józef Kowalczyk - 
nuncju
z apostolski w Polsce. Kazanie wygłosił ks. bp 
Józef Zyciński. W koncelebrze odprawianej przez 130
		

/p05_0001.djvu

			Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


5 


kapłanów wziął udział ks. bp redemptorysta Czesław Sta- 
nula z Brazylii, który jest absolwentem tuchowskiej uczel- 
ni. Służbę liturgiczną pełniło Seminarium Duchowne. Na 
uwagę zasługuje obecność władz województwa i gminy 
reprezentowanych przez wojewodę Jerzego Orła, burmi- 
strza, p. Michała Wojtkiewicza i przewodniczącą Rady 
Miejskiej - p. Stanisławę Burzę. Wymowna była procesja 
z darem ołtarza, m.in. z obrazem namalowanym przez p. 
Romana Fleszara oraz puszką na komunikanty, ufundo- 
waną przez Zarząd Miasta i Klub Inteligencji Katoliskiej 
na jubileusz, owocami, ziemi... Wielkiej Modlitwie 
towarzyszyły: chór sanktuaryjny połączony z chorem pa- 
rafii Redemptorystów ze Szczecinka oraz orkiestra. W 
związku z uroczystością ukazała się pamiątkowa 
książka, która jest wynikiem zbiorowej pracy "Redempto- 
ryści w Tuchowie 1893-1993" i okolicznościowy numer 
buletynu sanktuarium i parafii "Chorągiew Maryi", gdzie 
zamieszczono program. Uczestnicy otrzymali też ulotkę 
"Redemptoryści w Tuchowie". 
Na zakończenie otwarte zostało "Muzeum Stanktuaryj- 
ne" w dawnych salkach katechetycznych, które odtąd 
stanowić będzie stały punkt orientacji dla zwiedzających 
kościół i klasztor Redemptorystów w Tuchowie. 
Dziękując uczestnikom - czasem anonimowym - za 
obecność, modlitwę, wkład współpracy, zainteresowanie 
- zapraszam na kolejne spotkania w sanktuarium, jako że 
wchodzimy w rok kolejnego jubileuszu: 90-lecia Korona- 
cji Cudownego Obrazu (2 X 1904 r.) 


Dnia 26 kwietnia 1893 roku, w uroczystość MB. Dobrej 
Rady, o. Jedek wraz z bratem Janem Gralą przybyli w 
imieniu 00. redemptorystów do Tuchowa. Następnego 
dnia ks. Niemiec oddał im inwentarze kościoła, domu i 
folwarcznych zabudowań, a w dwa dni póżniej o. Jedek 
objął urzędowo obowiązki komendarza. 21 czerwca 1893 
roku Ministerstwo Wyznań i Oświaty zezwoliło na przeka- 
zanie kościoła P. Marii redemptorystom, oddając im w 
używanie Gadówkę i wyznaczając pensję. Ostatecznie 
11 września 1894 roku kościół P. Marii i majątek na- 
leżący doń urzędowo oddano zakonowi. Tak to przed stu 
laty rozpoczęli swą opiekę nad Cudownym Obrazem 00. 
redem ptoryści. 
Początek pobytu w Tuchowie był niezwykle trudny, 
gdyż brakowało odpowiedniego pomieszczenia klasztor- 
nego. Jednak zakonnicy potrafili pokonać wszelkie trud- 
ności. W roku 1895 zawieszono w kościele nowe stacje 
Drogi Krzyżowej, następnego rozpoczęto rozbudowę kla- 
sztoru, a w 1900 cały kościół został odmalowany, obrazy 
odnowione, ołtarze odzłocone. Z kościoła usunięto ka- 
mienną posadzkę, a położono nową, szamotkową. Zmie- 
niono okna, ufundowano nowe ławki, tak że świątynia P. 
Marii zmieniła wygląd, znacznie na nim zyskując. W r. 
1901 zbudowano na stoku przed kościółkiem nowe sze- 
rokie schody kamienne. W tym też roku tuchowska świą- 
tynia zyskała nowego opiekuna w osobie nowo konse- 
krowanego biskupa tarnowskiego, Leona Wałęgi. Dziąki 
jego staraniom i skurpulatnej pracy duszpasterskiej 00. 
redemptorystów, którzy nadal skrzętnie notowali cudow- 
ne uzdrowienia przed obrazem Matki Bożej Tuchowskiej 


rozpoczęło starania o koronację. Zwrócono się do Rzy- 
mu o instrukcje, jak należy udokumentować fakt cudow- 
nych zjawisk, które miały miejsce przed obrazem MB w 
Tuchowie. 
Wy wyniku tych działań zapadła w Rzymie decyzja, że 
obraz MB w Tuchowie, zgodnie ze zwyczajem przyjętym 
w Kościele, należy ukoronować. Decyzja ta zapadła w 
dniu 3 lipca 1904 roku w kapitule watykańskiej, a 28 
września Pius X wydał breve, w którym na dzień korona- 
cji nadał odpust zupełny pod zwykłymi warunkami. Osta- 
tecznie koronację cudownego obrazu zorganizowano w 
dniu 2 października 1904 roku. Uroczystość ta 
przyciągnęła do Tuchowa około 200 tys. wiernych, w tym 
około 300 kapłanów. 
W latach 1922-24 wybudowano nową wieżę kościelną, 
na której zawieszono dzwony. Dawna, drewniana stała 
przy wejściu do kościoła. 2 maja 1905 roku kościół 
oświetlono światłem elektrycznym z własnego agregatu. 
Miasto w tym czasie prądu jeszcze nie miało. W czasie I 
wojny światowej w klasztorze mieścił się szital dla 
żołnierzy austriackich. Podczas II wojny światowej dwu- 
krotnie lokowano w nim szpital, a to: 
- w okresie 12-18 września 1939 roku, 
- w okresie do 18 listoapda 1943 do 13 stycznia 1945 
roku. Mieścił się on we wschodnim skrzydle klasztoru. 
Pieczę nad szpitalem oprócz lekarzy sprawowały siostry 
służebniczki. 
W roku 1951 została zorganizowana parafia Nawie- 
dzenia NMP, obejmująca przedmieście Wielkie, 
Gadówkę, Wołową, Kielanowice i Karwodrzę. Probosz- 
czem został o. rektor Józef Herman, wikariuszami ojco- 
wie: Karol Winiarski, Jan Wojnowski, Henryk Piszkalski. 
Od 6 stycznia 1954 roku wprowadzono nieustającą no- 
wennę do Matki Bożej i od tego czasu jest ona odprawia- 
na stale w środy o godzinie 18 00 . W roku 1964 rozpoczę- 
to malowanie całego kościoła (poprzednie było w 1948). 
Prawnie parafię zatwierdzono (urząd świecki) dopiero 23 
lipca 1971 roku, a pierwszym zatwierdzonym przez 
władze świeckie proboszczem był o. Władysław Witko- 
wski, zaś wikariuszami wówczas zostali: 00. Jan Rzepie- 
la i Bolesław Słota. 
Od roku 1921 funkcjonuje w tuchowskim klasztorze 
Wyższe Seminarium Duchowne, które kształci kleryków 
w zakresie teologii i filozofii. Nowicjat obecnie zorganizo- 
wany jest w Lubaszowej, w malowniczo położonej willi. 
Od 1986 roku WSD współdziałające z Papieską Akade- 
mią Teologiczną w Krakowie, nadaje swym absolwentom 
tytuły magistra teologii. W ten sposób Tuchów doczekał 
się swej uczelni wyższej, jaką dotąd nie może się 
pochwalić wojewódzki Tarnów. W dniu 7 maja 1993 roku 
tytuł magistra teologii uzyskało w tuchowskim WSD kolej- 
nych 15 absolwentów tej uczelni. 


Na podstawie dokumentów zestawił Aleksander Kowalik 


ANDRZEJ SIWAK 


PREZES OSP W TUCIIOWIE 


Mija 110 lat od chwili założenia w Tuchowie jednostki 
Ochotniczej Straży Pożarnej. Organizacja ta bardzo do- 
brze spełniała i spełnia najważniejszą swą funkcję, jaką 
jest obrona życia ludzi i ich mienia przed pożarami. Od
		

/p06_0001.djvu

			6 


Tuchbwskie Wieści nr 5 (24) 


początku swego istnienia strażacy organizowali też po- 
moc dla tuchowian w czasie powodzi. Walka z ogniem 
była i jest trudna, gdyż wraz z rozwojem cywilizacji zmie- 
niają się materiały palne, które coraz trudniej jest gasić. 
Do tych nowych warunków musi przystosować się nowo- 
czesna straż pożarna, aby sprostać nadziejom i oczeki- 
waniom współczesnego społeczeństwa. 
Historia Straży Pożarnej w Tuchowie jest o wiele 
dłuższa od istnienia jednostki OSP. Wiąże się to z wa- 
runkami życia miast i osad wiejskich w minionych wie- 
kach. Od początku istnienia zbiorowego życia 
społecznego ogień zagraża dorobkowi człowieka. Każda 
osada doświadczała co jakiś czas okrutnego działania te- 
go żywiołu. Wybuchał on niespodziewanie, zagrażał 
życiu ludzkiemu, niszczył dorobek pokoleń, często 
padały zaskoczone żywiołem zwierzęta. Tuchów, jak 
wiele innych miast i wsi, w swej przeszłości doświadczył 
tego okrutnego żywiołu wielokrotnie. Najwięcej dużych 
pożarów miasteczka zdarzyło się w XVIII wieku - w su- 
mie było ich kilkanaście, a największy wydarzył się w ro- 
ku 1789, kiedy to spaliła się czwarta część miasta, a w 
pożarze zginęło troje ludzi. 
Przyczynami pożarów w Tuchowie w XVII wieku były 
najczęściej podpalenia przez przechodzące oddziały 
wojskowe (węgierskie, szwedzkie, rosyjskie, niemieckie) 
lub przez maruderów z tych oddziałów. Toteż 
dopełnieniem strat były rabunki podczas trwania paniki 
pożarowej. Od założenia miasta z pożarami i ich skutka- 
mi walczyli mieszczanie zorganizowani w cechach, stąd 
często w przekazach historycznych pojawiają się notatki 
o działalności cechowych strażaków. Cechmistrze wyda- 
wali też przepisy mające zapobiec zaprószeniu ognia. W 
okresach kiedy rygorystycznie przestrzegano tych prze- 
pisów - a zdarzało się to po każdym większym pożarze - 
liczba tychże wyrażnie malała. Warto o tym pamiętać, 
jeśli chcemy skorzystać z nauki naszej nieodległej histo- 
rii. Najstarsze zapiski o obronie przeciwpożarowej w Tu- 
chowie mówią o istnieniu w pierwszej połowie XIX wieku 
straży pożarnej cechowej, ćwiczonej i kierowanej przez 
kapitana wojsk polskich w kampanii napoleońskiej - 
Michała Roztwosuskiego. 
Założycielem póżniejszej jednostki OSP w miasteczku 
był aptekarz Antoni Foltyński, który - znając organizację 
straży w Krakowie, Lwowie, Tarnowie - postanowił po- 
dobną zorganizować u siebie. Z jego więc inicjatywy na 
zebraniu rajców miejskich w dniu 24 września 1883 roku 
nastąpiło historyczne "zawiązanie Straży Ochotniczej 
Pożarnej". W protokole założycielskim wymieniono skład 
komisi organizacyjnej, byli to: 
- Antoni Foltyński - aptekarz i prezes Straży 
. Jan Młynarski - dyrektor szkoły - członek 
- Franciszek Frydman - burmistrz - członek 
- Józef Warchałowski - sekretarz gminny - członek 
- Józef Smoroński - naczelnik straży 
- Andrzej Wioch - z-ca naczelnika straży 
Biorąc pod uwagę ten udokumentowany oryginalnym 
protokołem fakt, możemy w tym roku obchodzić 110 ro- 
cznicę istnienia naszej jednostki. Przez te parę dzie- 
siątków lat strażacy dali się poznać jako nieustraszeni, 
ofiarni, dobrze wyćwiczeni przyjaciele wszystkich tych, 
którzy potrzebują pomocy w walce z nieprzyjaznymi 
człowiekowi żywiołami, jakimi są ogień i woda. Użytecz- 
ność działania OSP najlepiej charakteryzuje wypowiedż 
wieloletniego prezesa straży Władysława Foltyńskiego, 


który w odezwie z 1936 roku mówił: "na każdy zew, na 
każdą prośbę o ratunek spieszą ochotnie dzielni strażacy 
ze swymi skromnymi rekwizytami, by jeżeli nie zapobiec, 
to przynajmniej zmniejszyć rozmiary klęski, które szerzą 
najgroźniejsze dla człowieka żywioły, jakimi są - ogień i 
woda." 
Przez te 110 tat tuchowscy strażacy zapisali się chlub- 
nie w pamięci mieszkańców miasta i okolicy. Za ich ofiar- 
ność i zdeterminowane działanie należy się im wdzięcz- 
ność, nagrody i słowa gorącej podzięki. Ze swej strony 
strażacy równie serdecznie i gorąco dziękują tucho- 
wskiemu społeczeństwu, że dzięki jego ofiarności i zaan- 
gażowaniu w sprawy organizacyjne straży udało się w 
minionym czasie wyposażyć jednostkę w niezbędny 
sprzęt gaśniczy, wybudować w okresie międzywojennym 
szopy - garaże, a po II wojnie światowej - remizę i dom 
strażaka, który niedawno powiększono o dalsze 250 m 2 j 
powierzchni, niezbędnej do poprawnego funkcjonowania 
jednostki. 
Jednostce naszej w ostatnich latach towarzyszyła nie- 
ustannie sympatia mieszkańców miasta, miejscowych 
władz oraz władz rejonowych i wojewódzkich Straży 
Pożarnej. DZięki temu można było wiele zrobić dla po- 
prawienia bezpieczeństwa p. pożarowego na naszym te- 
renie i wzbogacenia jednostki w nowoczesny sprzęt 
przeciwpożarowy. Wyrażając wdzięczność za tę pomoc i 
opiekę, proszę o dalsze interesowanie się sprawami i 
trudnościami straży dla dobra nas wszystkich. 
Przez długi okres podstawowym sprzętem gaśniczym 
w naszej jednostce były: wiadra, drabiny, osęki, toporki 
oraz konno-ręczna sikawka strażacka. Sprzęt ten po II 
wojnie został wymieniony na nowoczesne motopompy, 
samochody bojowe ze zbiornikami na 2500-6000 litrów, 
działko wodne, agregat pianotwórczy, drabiny nasadko- 
we itp. T en współczesny specjalistyczny sprzęt wymaga 
fachowej obsługi. Strażacy nasi troszczyli się i nadal pie- 
lęgnują powierzony im specjalistyczny sprzęt, czego do- 
wodem było i jest utrzymanie w ciągłej sprawności samo- 
chodów bojowych, motopomp, jak również i pozostałych 
urządzeń. Należy podkreślić, że wyjazdy do akcji bojo- 
wych trwają zaledwie kilka minut od ogłoszenia alarmu, 
czym nasi strażacy - ochotnicy prawie dorównują zawo- 
dowcom. Strażacy mieszkający w pobliżu remizy podej- 
mują zdecydowane działanie, gdy tylko usłyszą sygnał 
alarmu. 
Nowa ustawa o ochronie przeciwpożarowej z roku 
1991 wprowadziła rozbicie jednolitego dotąd ruchu 
strażackiego. Oddzieliła straże zawodowe od jednostek 
ochotniczych, podporządkowując te ostatnie przepisom 
prawa o stowarzyszeniach i samorządom. Stwarza to 
trudniejsze warunki funkcjonowania, a zwłaszcza finan- 
sowania działalności jednostek strażackich, co w 
przyszłości niekorzystnie odbije się na wyposażeniu 
OSP. 
Ruch strażacki wkracza więc w nową fazę działania, w 
której musi samodzielnie zabiegać o zdobycie funduszy 
na swoją statutową działalność. W szerszym stopniu niż 
w minionym okresie będzie on uzależniony od ofiarności 
i zaangażowania wszystkich mieszkańców, a zwłaszcza 
sponsorów z naszej miejscowości, o czym należy już dzi- 
siaj informować. 
Jako aktualny prezes straży chciałbym wszystkim za 
dotychczasową ofiarność i społeczne poparcie serdecz- 
nie podziękować i wyrazić głęboką wdzięczność. Wzru-
		

/p07_0001.djvu

			Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


7 


szający jest fakt spotykania się z powszechną życzli- 
wością i społecznym wsparciem, które towarzyszyło 
przez dziesiątki lat naszej jednostce. 
Warto wspomnieć, że od początku swego istnienia tu- 
chowska straż pożarna oprócz swej statutowej 
działalności zajmowała się wychowywaniem młodych 
obywateli miasta na dobrych patriotów. Z naszych sze- 
regów wyszło wielu uczestników powstań narodowych, 
legionistów, partyzantów z okresu II wojny światowej. 
Strażacy zawsze akcentowali swe istnienie z okazji rocz- 
nic państowych, uczestniczyli jako grupa zwarta, umun- 
durowana w uroczystościach kościelnych. Działania te 
ukształtowały wielu ludzi odważnych, bojowych, wrażli- 
wych na dobro innych, niosących pomoc w trudnych 
chwilach wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują. 
Strażacy prowadzili i nadal prowadzą bogatą 
działalność kulturlną. Do tradycji należy organizowanie 
zabaw sylwestrowych, wycieczek krajoznawczych, kon- 
kursów sprawnościowych, spotkań towarzyskich, zabaw 
ludowych itp. Oddzielną historię zapisali strażacy, wystę- 
pując systematycznie, co roku w paradnych mundurach z 
okazji Swiąt Wielkanocnych, organizując warty przy gro- 
bie Chrystusa i uczestnicząc w zwartym szyku w rezure- 
kcjach, nawet w latach największego prześladowania 
Kościoła. Za tę odwagę i przykład prezentowania god- 
ności ludzkiej należy się im wielkie uznanie i społeczny 
szacunek. Tym odważnym zachowaniem nawiązywali 
oni do swego godnego patrona, św. Floriana, którego 
rzeźbę ocalili od zniszczenia. Odwaga cywilna w chwi- 
lach prześladowań jest trudno osiągalnym wymiarem lu- 
dzkiego postępowania - tuchowscy strażacy sprostali 
tym wymogom i za to należy się im szczególne wyróżnie- 
nie. 


4li-lecie istnienia ()SV 
w ()ąbrtSwce Tuch()wsk.iej 


Ochotnicza Straż Pożarna w Dąbrówce Tuchowskiej 
nie ma takich długich tradycji, jak tuchowska OSP. 
Powstała bowiem w pażdzierniku 1984 roku z inicjatywy 
mieszkańców wsi: Antoniego Chrzanowskiego, 
Stanisława Kozioła, Antoniego Bulagi, Stanisława Ligęzy 
i Stanisława Grzeni. Jej pierwszym prezesem został An- 
toni Chrzanowski, który pełnił tę funkcję przez lat trzy- 
dzieści, bo do roku 1978. 
Początki działalności były bardzo trudne. Działo się to 
przecież tuż po wojnie, kiedy kraj był wyniszczony, 
brakowało wszystkiego, zwłaszcza sprzętu. Jedyne wy- 
posażenie jednostki stanowiła ręczna pompa, zwana ki- 
wajką, stanowiąca własność wsi. Do pożarów wozem 
konnym wyjeżdżał Antoni Sajdak, póżniej Jan Grzybek. 
Ubogi sprzęt przechowywano u Antoniego Bulagi. 
Strażaków zwoływano do akcji przy pomocy gongu, na 
którym rytmicznie wybijano sygnał alarmowy. Mimo tak 
skromnego wyposażenia strażacy jeżdzili drabiniastymi 
wozami na zawody powiatowe do Tarnowa, we własnych 
ubraniach, bo mundurów nie było. Zajmowali wysokie 
miejsca, nawet pierwsze, a w nagrodę dostawali... cegłę. 
Tak, cegłę, którą przeznaczali na przyszłą remizę. W ten 
sposób zgromadzili 38 tysięcy sztuk tego budulca. 
Powoli zmieniało się zaopatrzenie w sprzęt. W 1953 
roku zakupiono pierwszą motopompę, a w 1957 jednost- 


ce przydzielono nową. W tym też roku rozpoczęto prace 
przygotowawcze do budowy remizy i świetlicy OSP. Bra- 
kujący materiał zakupywano z funduszy własnych. 
Strażacy organizowali różne imprezy, z których dochód 
był przeznaczony na budowę. Wsparli ją finansowo 
mieszkańcy wsi. Z pomocą przyszli też mieszkańcy wio- 
sek okolicznych, którzy ofiarowali na budowę drzewo. 
Budowę ukończono w 1964 roku. Odtąd wieś dysponuje 
okazałym budynkiem, pełniącym wiele funkcji. W czasie 
budowy szczególnie wyróżnili się: Antoni Bulaga, Julian 
Niemiec, Stanisław Grzenia, Stanisław Sajdak, Kazi- 
mierz Pękala, Kazimierz Cichowski, Zygmunt Siwak, Ja- 
cek Moździerz, Antoni Moździerz. 
W 1971 roku jednostka otrzymała pierwszy samochd i 
nową motopompę. Kierowcami samochodu byli Józef 
Markowicz i Izydor Smoszna. 
W latach 1987-1984 prezesem był Aleksander Pękala. 
Za jego kadencji, przy pomocy i dużym zaangażowaniu 
ówczesnej dyrktorki szkoły, Emilii Kapłon, założono 
drużynę młodzieżową, której opiekunem został Jan 
Wątroba. 
Od 1985 r. prezesem jest Józef Janusz. 
W 1986 roku jednostka otrzymała z komendy Wo- 
jewódzkiej Straży Pożarnych w Tarnowie samochód - be- 
czkowóz Star - 25. Nie był on nowy, przeszedł wiele re- 
montów, obecnie jest sprawny dzięki Józefowi 
Sowińskiemu, który poświęca mu dużo swojego czasu. 
W ostatnich dziesięciu latach w działalności OSP 
wyróżnili się: Izydor Smoszna, Jan Wątroba, Jerzy Bed- 
narek, Krzysztof Bednarek, Maria Serafin. 
Młodzi - spadkobiercy dobrych tradycji straży pożarnej 
w Dąbrówce - też dziś zdobywają wysokie miejsca na za- 
wodach, ale przecież nie to jest najważniejsze. Oni wzięli 
na siebie moralny obowiązek przychodzić z pomocą tym, 
którym zagraża ogień. Potrafią podporządkować własne 
sprawy, własny interes dobru ogólnemu. Mieszkańcy wsi 
mogą na nich liczyć, mogą być pewni, że w razie nie- 
szczęścia pożaru nie pozostaną sami, że ktoś będzie ich 
ratował i będzie to robił fachowo, bo ci strażacy-ochotni- 
cy poświęcają także wiele czasu na doskonalenie swych 
umiejętności obsługi coraz bardziej skomplikowanego 
sprzętu. 
(Opracowanie redakcyjne na podstawie materiałów 
Zarządu OSP w Dąbrówce Tuchowskiej) 


Poświęcenie kościoła 
w Mesznej Opackiej 


W niedzielę 22 sierpnia 1993 r. Meszna Opacka 
przeżywała swój wielki dzień. Ks. biskup Józef Życiński 
poświęcił nowo wybudowany kościół pod wezwaniem bł. 
Karoliny Kózki. 
Na uroczystość przybyli niemal wszyscy mieszkańcy 
wsi, a także mieszkańcy sąsiednich miejscowości, Tu- 
chowa i zaproszeni goście. Wieś przybrała odświętny 
wygląd. Uporządkowano podwórka, ogrody, odnowiono 
elewacje budynków. Przez ostatnie dwa tygodnie po- 
przedzające poświęcenie kościoła od świtu do póżnych 
godzin nocnych pracowali wszyscy - od najmłodszych do 
najstarszych. 
Chlebem i solą powitał ks. biskupa ordynariusza 
członek Komitetu Budowy Kościoła p. Jan Łątka w towa-
		

/p08_0001.djvu

			8 


Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


rzystwie pań Marii Orłów i Rozalii Sikory. W imieniu 
wszystkich mieszkańców wsi słowa powitania do ks. bi- 
skupa skierował p. Jan Cichowski - jeden znajstarszych 
jej mieszkańców. 
W uroczystej I')'\szy św., którą odprawił i homilię wygło- 
sił ks. bp Józef Zyciński, uczestniczyli m.in. dziekan de- 
kanatu tuchowskiego ks. Władysław Gibała, proboszcz 
parafii św. Jakuba w Tuchowie ks. Franciszek Kukla oraz 
licznie przybyli księża proboszczowie z sąsiednich parafii 
i z Tarnowa. W uroczystości poświęcenia kościoła brali 
udział burmistrz miasta Tuchowa dr Michał Wojtkiewicz 
oraz członkowie Zarządu i Rady Miejskiej. Historię wsi 
Meszna Opacka i jej mieszkańców przypomniał p. Zyg- 
munt Krogulski. 
Myśl budowy kaplicy, a póżniej kościoła w Mesznej 
9packiej, powstała w drugiej połowie lat pięćdziesiątych. 
Owczesny proboszcz parafii św. Jakuba ks. Aleksander 
Rogóż zorganizował w 1957 r. w Szkole Podstawowej, 
której kierowniczką była p. Waleria Jastrubecka, spotka- 
nie z mieszkańcami wsi, w czasie którego omówiono pro- 
blemy związane z przewidywanym rozpoczęciem budo- 
wy kościoła. Czasy, które wkrótce potem nadeszły, nie 
sprzyjały tym szlachetnym zamiarom i sprawa budowy 
została odroczona bezterminowo. Budowa kościoła 
ruszyła w 1986 r. z inicjatywy mieszkańców wsi, którzy 
zorganizowali Komitet Budowy Kościoła i pod przewod- 
nictwem energicznego księdza, Andrzeja Gajewskiego - 
a przy życzliwym poparciu ks. proboszcza Franciszka Ku- 
kli - przystąpili w jesieni 1987 r. do prac przy fundamen- 
tach. Plac pod budowę kościoła darowali państwo Janina 
i Jan Łątkowie. Kamień węgielny, poświęcony 
10.06.1987 przez papieża Jana Pawła II w czasie pobytu 
w Tarnowie, został wmurowany w fundamenty nowego 
kościoła 23.07.1988 przez ks. biskupa Władysława Bo- 
bowskiego. Projekt wznoszonej świątyni wykonała inż. 
architekt Krystyna Trybulska z Tarnowa, a projekt techni- 
czny sporządził inż. konstruktor Władysław Malik z Tar- 
nowa. Projekt wystoju wnętrza wykonali artyści plastycy 
z Tarnowa - p. Marta Chruściel i p. Jerzy Ruszel. Dzięki 
olbrzymiemu wysiłkowi wszystkich mieszkańców Mesz- 
nej Opackiej, ich pracowitości i wytrwałości, przy nie- 
zwykłym zaangażowaniu w sprawę budowy kościoła ks. 
Andrzeja Gajewskiego wzniesiona została piękna świąty- 
nia o smukłych kształtach, której biała wieża widoczna 
jest z odległych i położonych dookoła wzgórz. Marzenia 
wielu starszych a także nieżyjących już mieszkańców, 
aby w środku wsi stanęła kaplica lub kościół, stały się 
faktem. Nowo wybudowany kościół będzie dla przyszłych 
pokoleń świadectwem zarówno wiary, jak i wielkiego 
wysiłku, ofiar i trudu, jaki został włożony w budowę tego 
pięknego obiektu sakralnego. 
W czasie uroczystości poświęcenia kościoła grała or- 
kiestra dęta z Sanktuarium Matki Boskiej w Tuchowie, 
którą dyrygował p. Kazimierz Wrona. Oprawę muzyczną 
całej uroczystości przygotował młodzieżowy zespół wo- 
kalno-muzyczny z parafii św. Jakuba w Tuchowie pod 
kierownictwem p. Ewy Stanisławczyk. Montaż poetycki o 
życiu i działalności patronki kościoła bł. Karoliny Kózki 
przygotowała młodzież i dzieci ze Szkoły Podstawowej w 
Mesznej Opackiej. Piękne dekoracje z zewnątrz i 
wewnątrz kościoła zostały wykonane przez siostrę Domi- 
tyllę z Tuchowa przy pomocy mieszkańców wsi. 


Grzegorz Stanisławczyk 


Kościół w Mesznej Opackiej 
Fot. G. Stanisławczyk 


Z KART HISTORII TU CHOWA 


Bronisław Kapałka 


A było to tak (c.d.) 


18 stycznia 1945, czwartek 
Około południa wymarsz. Idziemy w kierunku Wiśni- 
cza. Gdy przechodzimy przez tę miejscowość, jakaś 
starsza kobieta wynosi miednicę pełną jabłek i stawia ją 
na chodniku. Będący najbliżej rzucają się na jabłka, prze- 
wracając miednicę. Wachman strzela z karabinu w tę 
ciżbę, raniąc jednego z amatorów witamin. 
Pod wieczór dobrnęliśmy do wsi Sobolów. Połowę ko- 
lumny zapędzono do kościoła, a drugą połowę, w której 
ja się znajdowałem, poprowadzono jeszcze około 1,5 km 
i umieszczono w stodołach dworskich. Siadając ciasno 
koło siebie, ratując się w ten sposób przed zimnem, za- 
częliśmy drzemkę. 


19 stycznia 1945, piątek 
Rano, ustawieni na drodze w oczekiwaniu na tych, 
którzy kwaterowali w kościele, fasowaliśmy "prowiant": 
jeden litr wódki na 25 i 2 papierosy (machorkowe) na 
osobę. Flaszka zaczynała przechodzić z rąk do rąk, od 
pierwszej piątki. Niestety, do ostatnich z 25 nie dotarła 
ani kropla. Ponieważ oczekiwanie na drugą część kolum- 
ny przedłużało się, wysłano gońca, który po pewnym 
czasie wrócił wystraszony z karabinem w ręku, a nie na 
ramieniu i już nie czekając na nikogo ruszyliśmy szybkim 
marszem, kierując się w stronę szosy krakowskiej. Po
		

/p09_0001.djvu

			Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


9 


kolumnie przeszła wieść, że tamtych z kościoła uwolniła 
partyzantka. O szczegółach tego wydarzenia dowiedzia- 
łem się dopiero po wojnie z relacji Mariana Szostka ps. 
"Mariańciu", jednego z dowódców dywersji. 
Idąc polnymi drogami, dotarliśmy do szosy Tarnów - 
Kraków, nieco na wschód od mostu na Rabie. Skręciliś- 
my w kierunku Gdowa. Tu dopiero zobaczylijśmy panicz- 
ną ucieczkę większych i mniejszych oddziałów. Wyprze- 
dzały nas samochody różnych typów, ciągnące wszelki 
sprzęt bojowy, typowe tabory konne i zarekwirowane fur- 
manki chłopskie. Z jakąż przyjemnością patrzyliśmy na 
bezładny odwrót armii "nadludzi". Ale te wesołe dla nas 
obrazki przesłonił nagle inny, dramatyczny, który kazał 
pamiętać, że wróg jest nadal grożny i że tuż na progu 
wyzwolenia można nie doczekać wolności. Oto z po- 
czątku kolumny młody ss-man w białym kożuszku wypro- 
wadził jednego z więźniów w niemieckich butach wojsko- 
wych. Podprowadził go do samotnie stojącej koło drogi 
stodoły i zastrzelił z pistoletu. W kolumnie mówiono, że 
za posiadanie wojskowych butów. U nich wszystko było 
możliwe. 
Przed nami Gdów. Wkraczamy do miasta zatło- 
czonego żołnierzami i sprzętem. Słychać nadlatujące sa- 
moloty. Robi się panika. Na małym ryneczku pospiesznie 
ustawia swoje 20 mm działka artyleria p-lot. Korzystając 
z zamieszania, kolumna zaczyna pękać, tarasując drogę 
uciekającym. Wachmani starają się utrzymać porządek. 
Nadjeżdża samochód ciężarowy, na którego błotniku sie- 
dzi żandarm z półksiężycem na piersiach i z pistoletem w 
jednej ręce a "lizakiem" w drugiej, wrzeszczy na naszych 
konwojentów. Tymczasem dziewięć "Iłów" robi okrążenie 
nad miasteczkiem. Artyleria p-lot zaczyna strzelać. Skrę- 
camy na Kraków, obserwując krążące samoloty. Kiedy 
koniec kolumny mija centrum, samoloty przystępują do 
dzieła. Za nimi piekło: detonacje bomb, serie z broni 
pokładowej, pukanie działek p-lot. Pędząc na złamanie 
karku, wyprzedza nas kolumna samochodów. Patrzymy 
z zadowoleniem na wystraszone gęby żołdaków. Po 
niecałej godzinie obraz się zmienia. Te same samochody 
jadą z powrotem do Gdowa. Żołnierze jadący nimi coś 
krzyczą do naszej obstawy. Wyczuwamy, że nastąpi coś 
nowego. Mimo potwornego zmęczenia wstępuje w nas 
jakaś ukryta radość. Optymiści zwiastują rychłe wyzwole- 
nie. Zarządzono przejście poza rów i postój kolumny. Za- 
pada wczesny styczniowy zmierzch. Mrożny wiatr doku- 
cza na otwartej przestrzeni. Ziębniemy coraz bardziej. 
Gdzieś w przodzie, gdzie na furmankach jechała świta, 
trwa narada. Od północy słychać detonacje. Niedaleko 
strzela artyleria, nie wiadomo czyja. Słychać lecące sa- 
moloty, które zrzucają mnóstwo rakiet oświetlających. 
Po blisko godzinnym postoju wachmani nakazują w tył 
zwrot i cała kolumna podąża z powrotem do Gdowa. 
Obolałe nogi nie chcą nieść. Idący po bokach Ukraińcy 
bez przerwy strzelają wzdłuż kolumny. Odbity od ka- 
miennych schodów przydrożnego domu pocisk zranił w 
piętę idącego przed nami więźnia. Koledzy biorą go pod 
ręce. Jęczy z bólu. Przy pierwszych zabudowaniach 
Gdowa zatrzymujemy się. W poświacie palącego się do- 
mu dostrzegamy brak ss-manów. Są tylko Ukraińcy w 
granatowych mundurach. Oznajmiają nam, że możemy 
się rozejść i iść, gdzie chcemy. Nikt w to nie wierzy. 
Przecież nie wolno nam było zejść do rowu, żeby złapać 
garść brudnego śniegu i ugasić pragnienie, bo zaraz 
padał strzał. Wreszcie kilku ludzi odważyło się przejść 


przez bramę jakiegoś gospodarstwa. Był to sygnał do 
zniknięcia z szosy. Ruszyła fala na lewo i prawo. Trzesz- 
czały łamane płoty. W mgnieniu oka szosa opustoszała. 
Trzymając się razem od Tuchowa w jednej piątce: Tade- 
usz Hock, Michał Pazdur, Marian Mróz, /?/ Krogulski i ja, 
ruszyliśmy szukać noclegu. Trzeba było gdzieś prze- 
czekać do rana i zorientować się w nowej sytuacji. Łaże- 
nie wśród nocy groziło niebezpieczeństwem. Niestety - 
znalezienie kwatery nie było łatwe. Gdzie tylko za- 
szliśmy, otrzymywaliśmy jednakową odpowiedź: u nas 
takich, jak wy jest już pełno. Szukamy dalej. Podchodzi- 
my do jeszcze jednych zabudowań, od tyłu, gdzie stoi 
stodoła, zdecydowani zakraść się do niej i przeczekać do 
rana. Wtem słyszymy: "Halt! Hande hoch!" - i znów stoi- 
my jak skazańcy. Na pytanie: kim jesteśmy, Tadek Hock, 
znający bardzo dobrze język niemiecki, legitymuje się, 
opowiadając o rozpuszczeniu nas przed kilkunastoma 
minutami. Na to żołnierz ściszonym głosem: "dobrze, że 
trafiliśnie na mnie. Ja kwaterowałem w Tuchowie 3 mie- 
siące. Znam to miasteczko. Uciekajcie do pierwszej le- 
pszej chałupy, gdzie nie ma wojska, bo w nocy na linii do 
cywilów się'strzela". Odwrócił się i szybko odszedł. Oca- 
leliśmy. Widocznie los tak chciał. No cóż, w Wehrmach- 
cie też się czasem trafił człowiek. Wreszcie w jednym z 
domów trafiliśmy na wolne miejsca. Młody gospodarz 
rozścielił na podłodze w kuchni wiązkę słomy, nakarmił, 
czym mógł, po czym nie bacząc na kanonadę artyle- 
ryjską położyliśmy się spać. Gospodarz wcześniej powie- 
dział nam, że będzie czuwał całą noc, gdyż nie wiadomo, 
co się może wydarzyć. Szczęśliwie przespaliśmy do ra- 
na. Nawet nie słyszeliśmy wybuchów kilku pocisków ar- 
matnich - jak dowiedzieliśmy się później od gospodarza - 
zmęczenie było tak duże, że spaliśmy twardo po tylu nie 
przespanych nocach. 


Stanisław Derus 


Droga do Polski 


Rozmowa z Władysławem Chrząszczem z Luba- 
szowej, urodzonym w 1911 r., żołnierzem Września, 
tułaczem wojennym i uczestnikiem bitwy pod Monte 
Cassino, przeprowadzona w 1985 r. 


S.D.: Panie Władysławie, jak znalazł się Pan warmii 
gen. Andersa i pod Monte Cassino? 
W.Ch: Pięć lat po odbyciu służby wojskowej, z końcem 
sierpnia 1939 r. zostałem zmoblilizowany do służby w 16 
Pułku Piechoty w Tarnowie. Z Tarnowa wywieziono nas 
pociągiem towarowym pod Pszczynę, gdzie się 
wyładowaliśmy. Potem zajęliśmy stanowiska pod 
Pszczyną. Po przedarciu się Niemców przez nasze sta- 
nowiska cofaliśmy się aż do Przemyśla, leśnymi drogami 
.W lesie pościnano jodły i zabarykadowano drogę Nie- 
mcom. Z lewej strony na wzgórzu widać było 6 czołgów 
polskich, ale co to były za czołgi? Małe i słabo opance- 
rzone. Wycofujemy się dalej aż pod Lwów, bocznymi dro- 
gami, szosą jadą Ruski samochodami, czołgami, woza- 
mi. Myśmy się nie pokazywali, bo nikt nie wiedział, co to 
będzie. Kuchnie ich stanęły, gotują zUpę - paciarkę. Co
		

/p10_0001.djvu

			10 


Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


nie zjedli, przyszły Ukrainki z wiadrami, pozwolili im brać. 
Wiadomo, za darmo - choćby świniom dały! Za Lwowem 
Ruscy nas zabrali do niewoli. Siedzieliśmy parę miesięcy 
w więzieniu w Czortkowie. Potem wywieźli nas do Staro- 
bielska. Tu wsadzono nas do ogromnej poklasztornej 
cerkwi, którą przedzielono na dwa piętra. Były drewnane 
prycze do spania. Na dole umieszczono nas tysiąc, na 
górze drugi tysiąc. W czerwcu, w nocy rozkaz: wszyscy 
wychodzić I Wyczytali jakieś nazwiska, wyczytanych za- 
brano na samochód i wywieziono. Kim byli wyczytani i 
dokąd ich zabrano, nikt nie wiedział. Tam wszystko było 
wielką tajemnicą. Podstawioną pociąg, wagony bydlęce i 
kazano nam wsiadać. Była tam kuchnia, dawali chleb i 
ryby. Z postojami pociągu jechaliśmy na wschód 2 mie- 
siące. Dojechaliśmy do Władywostoku. Z prawej strony 
za morzem widzieliśmy góry japońskie, może jakieś 300 
km od nas. Wtedy były już pogłoski o tworzeniu naszej 
armii, więc się za bardzo nie trapiliśmy. Z portu szliśmy 
czwrókami 11 km do baraków. Potem wsadzili nas na 
statek i płynęliśmy 6 dni na Kamczatkę. Po drodze naba- 
wiliśmy się choroby morskiej. Rzygaliśmy. Tam znowu 
ustawiono nas czwórkami, zaprowadzono do baraków a 
potem do ścinania drzew w lesie. Jodły były tam takie, że 
trzec chłopów mogło je dopiero rękami opasać... Miały 
chyba ze 200 latl Podjeżdżały ciągniki bardzo duże, u 
nas takich nie widać, zakładały łańcuch, szarpały kilka 
razy i wyrywały całą jodłę z korzeniami, uważając, aby 
się na ciągnik nie zwaliła. Byliśmy tam miesiąc. Potem 
przyszedł do nas jeden oficer polski i jeden generał rosyj- 
ski, powiedzieli nam - o czym już się po cichu mówiło - że 
zostaniemy zwolnieni i pójdziemy do wojska bić 
germańca. 
Wsadzono nas znów na statek i przywieziono do 
Władywostoku, a stąd pociągiem do Centralnej Rosji. Z 
Władywostoku jechaliśmy przez Chabarowsk, Irkuck, 
Krasnojarsk, Omsk. W Rosji Centralnej przebywaliśmy 
jeszcze rok. Najpierw zatrudniono nas przy budowie lot- 
niska polowego. Woziliśmy taczkami ziemię i kamienie z 
góry, aby wyrównać teren. W marcu 1942 r. chłopi od- 
wieźli nas wołami do stacji. Jechaliśmy przez Charków, 
Stalingrad do Kazachstanu. Tam plątaliśmy się jeszcze, 
aż przydzielono nas do roboty w sowchozach. Ja byłem 
w sowchozie, który hodował barany. Miałem dobrze z ty- 
mi, co byli przy baranach. Śrutowaliśmy jęczmień dla ba- 
ranów. Pożyczyliśmy od Kazacha żaren i sita. Śrutę mie- 
liIiśmy w żarnach na mąkę, piekliśmy jęczmienne placki, 
solili i jedli. Brak było w ogóle cukru. Kazachowie to stra- 
sznie biedny naród! Dziadostwo!. 
Z sowchozu od baranów zabrano nas do wojska. Pod- 
jechali wołami i zawieżli nas do stacji, skąd pojechaliśmy 
do południowej Rosji. Tam było j':!ż ciepło. Zastaliśmy 
całe pole namiotów wojskowych. Zaden nie miał doku- 
mentów. Musieliśmy się zapisywać, jakie nazwisko, imię, 
gdzie służył w wojsku, jaki stopień itd. Stare ciuchy kazali 
nam rzucić na kupę i potem podpalili, a my dostaliśmy 
nową bieliznę, mundury, buty i czapki. Dostaliśmy też 
ruble i karty zaopatrzenia w żywność. Raz kupiłem 5 bo- 
chenków chleba. Byłem młody i zdrowy, więc mnie w ko- 
lejce nie zgnietli. Płaciłem po 10 kopiejek za bochenek. 
Podeszła do mnie babuleńka i prosiła, żeby jej sprzedać 
1 bochenek. Dała mi za niego 5 rubli. Ona by nie dostała 
chleba, bo by ją tam zgnietli, taki był tłok! Mają tyle ziemi 
- pomyślałem - a już w pierwszym roku wojny chleba nie 
mają. Co będzie dalej?... 


Potem pojechaliśmy do Syrii i Palestyny, a stąd prze- 
wieziono nas do włoskiego portu Tarent. Później bra- 
liśmy udział w bitwie pod Monte Cassino. Ja byłem w IV 
batalionie, 4 kompanii. Dowódcą naszej kompanii był por. 
Doda. Huk artyleryjski był straszny, omal uszy nie 
popękały. Było jasno od pocisków. Potem szły czołgi. 
Miały one przed sobą młoty, które waliły po ziemi i 
rozminowywały teren. Potem zaciągano siatkę i taśmą 
oznaczano przejście. Tam byłem ranny. Zawieziono m- 
nie do szpitala wojskowego (w dużych n.amiotach o 
podwójnym brezencie), między Tarentem a Bari. Po 2 
miesiącach chcieli mnie zwolnić w ogóle ze służby woj- 
skowej, ale ja ochotniczo się jeszcze zgłosiłem i brałem 
udział w walkach do kapitulacji Niemiec. Potem 
wyjechałem do Anglii, a stamtąd wróciłem do Polski. 
S.D: Poznał Pa wiele krajów i ludzi. Jak Pan ich oce- 
nia? 
W.Ch: Co do ludzi, to najlepiej było we Włoszech. By- 
liśmy tu jak w swoim kraju. Języka my się trochę nauczy- 
li. W niedzielę kapelan odprawił mszę, a potem, po za- 
meldowaniu się dowódcy plutonu (to już wystarczało), 40 
km od frontu, nie było wieczora, żebyśmy gdzieś nie po- 
szli. Włosi dawali nam miskę makaronu okraszonego tra- 
nem, Oedliśmy tak, jak u nas dawniej - z jednej miski), a 
potem był zawsze pełny stół wina. Pytaliśmy, "quanto co- 
sta uno litro vino"? Pieniądze mieliśmy, więc im 
płaciliśmy. Piło się dużo wina. Myśmy mieli co jeść, ale 
trzeba było trochę makaronu z nimi zjeść, bo by się obra- 
zili, że gardzimy ich poczęstunkiem. W Rosji - ludzie do- 
brzy, ale straszne dziadostwo. W Anglii mi się nie 
podobało. Anglicy to samoluby, "żydy" - żaden nie 
zaprosił do domu. 
S.D.: Dziękuję Panu za przekazane informacje. 


EKO 


Stanisław Cieśla 


Człowiek a przemiany szaty 
roślinnej w Tuchowie i okolicy. 


Autor artykułu - dr Stanisław Cieśla jest specjalistą 
- biologiem, nauczycielem w Szkole Podstawowej w 
Jodłówce Tuchowskiej. Witamy na łamach. 


Spośród czynników ekologicznych, jednym z 
naj młodszych, zarazem najbardziej aktywnie zmieniają- 
cym środowisko przyrodnicze jest człowiek. Za siedliska 
antropogeniczne uznaje się miejsca, gdzie podłoże 
zostało utworzone przez człowieka. Zmiany te wyrażają 
się w niszczeniu naturalnej roślinności, szczególnie zbio- 
rowisk leśnych a powstawaniu zbiorowisk synantropij-
		

/p11_0001.djvu

			Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


11 


nych 1, segetalnych 2 , ruderalnych 3 , oraz półnaturalnych. 
Istotą tego procesu synantropizacji szaty roślinnej jest 
zastępowanie układów pierwotnych przez układy wtórne 
uwarunkowane działaniem czynników zewnętrznych. 
Owa substytucja jest zjawiskiem najlepiej widocznym w 
krajobrazie i najłatwiej daje się powiązać z określonymi 
działaniami człowieka. 
Obszar gminy Tuchów zaliczany jest przez botaników 
do IV stopnia antropogenicznych przeobrażeń roślin- 
ności, charakteryzującego się stopniowym zastępowa- 
niem roślinności naturalnej przez roślinność antropoge- 
niczną, półnaturalną i synantropijną aż do całkowitego 
panowania tej ostatniej. 
Dla uzyskania poglądu na przemiany krajobrazu trzeba 
jednak sięgnąć wstecz do początków działalności 
człowieka na tym terenie. Pierwsze przesłanki o rozwoju 
kultury ludzkiej w dorzeczu Białej pochodzą dopiero z 
młodszej epoki kamienia - neolitu (około 4500-1700 lat 
p.n.e). Następne ślady osadnictwa w dorzeczu Białej po- 
chodzą z epoki brązu (1700-650 lat p.n.e) Wyniki badań 
archeologicznych pozwalają na stwierdzenie, że już w 
okresie wczesnośredniowiecznym, tj. do połowy XIII w. 
teren w dolinie rzeki Białej był już zasiedlony, przy czym 
większe skupiska osadnicze znajdowały się koło Tarno- 
wa i Tuchowa, który jest jednym z najstarszych miast Zie- 
mi Tarnowskiej. W XI w. większość omawianego terenu 
zajmowały jeszcze lasy, a o dawnym znacznym zalesie- 
niu regionu świadczą typowe nazwy miejscowości, jak 
np. Jodłówka Tuchowska. 
Średniowieczna i nowożytna akcja osadnicza 
doprowadziła do likwidacji większości lasów. Sprzyjający 
klimat, odznaczający się dość znacznymi opadami 
długim okresem wegetacyjnym, miał wpływ na intensyw- 
ny rozwój rolnictwa i gospodarki folwarcznej. Na folwar- 
kach uprawiano obok podstawowych czterech zbóż rów- 
nież tatarkę, proso, chmiel, len, mak, rzepę i konopie. 
Poszerzony areał uprawy lnu i konopi był związany z roz- 
wijającymi się intensywnie w XVI w. ośrodkami produkcji 
płótna w Ciężkowicach i Tarnowie. Uprawy chmielu w na- 
szym regionie były wtedy bardzo rozpowszechnione, 
spore jego ilości zużywały browary w Tarnowie i Tucho- 
wie oraz słodownie w miejscowych karczmach. Z 
omówionych wyżej czynników historycznych na pod- 
kreślenie zasługują: 
a) wczesny historycznie rolniczy charakter regionu, 
b) dawność ośrodków wiejskich, co stwarzało warunki 
dla rozwoju roślinności ruderalnej, 
c) wymiana towarowa stwarzająca możliwości 
wędrówek nasion niektórych gatunków z krajów 
południowych (np. gatunków śródziemnomorskich). 
Kolejne etapy synantropizacji szaty roślinnej miały 
charakter odśrodkowy. W efekcie tego najmniej 
zniekształconą i zniszczoną roślinność leśną spotykamy 
na kulminacjach terenu i stromych zboczach. Występuje 
tu krzemianowy gatunek krajobrazu wyżyn i charaktery- 
styczny dla brzegu Karpat lessowy gatunek krajobrazu 
wyżyn. Obecny obraz szaty roślinnej wskazuje na sto- 
sunkowo duży stopień synantropizacji spowodowany nie 
tylko rolniczym użytkowaniem terenu, rozwojem różnora- 
kiego budownictwa, powiększaniem sieci dróg, lecz 
także eksploatacyjną gospodarką występującymi jeszcze 
zasobami leśnymi, zarówno w sektorze państwowym, jak 
i prywatnym. 


Przeprowadzona analiza stopnia zmian dokonywa- 
nych przez człowieka w szacie roślinnej pozwala 
wyróżnić następujące fazy synantropizacji krajobrazu 
roślinnego Tuchowa i okolicy (dane procentowe są przy- 
bliżone): 
A. Krajobraz naturalny z dominacją zbiorowisk 
leśnych. Ten typ krajobrazu zachował się na różnej wiel- 
kości powierzchniach. W części północnej obejmuje 
kompleksy leśne porastające wzgórza Słonej i Trzeme- 
skiej Góry, we wschodniej - Las Tuchowski, środkowej - 
Księży Las, a w części południowej - długie Pasmo 
Brzanki. Zajmuje około 19, 1 % obszaru. 
B. KrEljobraz antropogeniczny. 
Krajobraz tego typu obejmuje z kolei obszary, na 
których przeważają zbiorowiska synantropijne i 
półnaturalne, a także występujące fragmenty naturalnych 
zbiorowisk leśnych, mocno zniszczonych. Wyróżniono tu 
następujące kategorie krajobrazowe: 
1. Krajobraz rolniczy z dużym udziałem fragmentów 
roślinności naturalnej i półnaturalnej, rozciągający się w 
obrębie Garbów Meszniańsko-Ryglickich, a obejmujący 
m.in. wsie: Buchcice, Meszną Opacką. Nadto można go 
obserwować w północnej części Trzemesnej, północno- 
środkowej połaci Jodłówki Tuchowskiej. Krajobraz ten 
obejmuje około 31,4% obszaru. 
2. Krajobraz rolniczy z dominacją łąk i częściowo 
małych pastwisk. Występuje w Obniżeniu Tuchowskim 
ciągnącym się wzdłuż rzeki Białej. Ten typ krajobrazu 
jest mało rozpowszechniony i zajmuje zaledwie około 
2,3% obszaru. 
3. Typowy krajobraz rolniczy - wyróżnia się absolutną 
dominacją agrocenoz 4 i sporadycznym budownictwem 
rozproszonym. Jego powierzchnia jest największa, gdyż 
zajmuje około 41,2% obszaru. Charakteryzuje się zdecy- 
dowaną przewagą synantropijnych zbiorowisk pól upraw- 
nych. Występuje w południowej części wsi Piotrkowice 
oraz Karwodrzy, Zabłędzy i Jodłówce Tuchowskiej, a 
nadto na pograniczu Siedlisk, Dąbrówki Tuchowskiej, Lu- 
baszowej. 
4. Krajobraz zurbanizowany wiejski. Widoczny jest 
głównie wzdłuż ważniejszych dróg w poszczególnych 
wsiach. Cechuje go nowe budownictwo murowane, zwar- 
te, wywierające stare budownictwo drewnane. Występuje 
tu roślinność antropogeniczna upraw przydomowych, a 
także wokół zabudowań. Zajmuje około 4,0% obszaru. 
5. Krajobraz zurbanizowany miejski. 
Jego cechą jest panowanie zbiorowisk roślin ruderal- 
nych. Synantropijna roślinność pól upawnych i ogrodów 
stopniowo odgrywa coraz mniejszą rolę i ma charakter 
zbiorowisk ustępujących pod naporem rozwijającego się 
budownictwa, podobnie jak nieliczne fragmenty roślin- 
ności półnaturalnej. Roślinność synantropijna pól upraw- 
nych i ogrodów występuje głównie w starszej części mia- 
sta. Ten typ krajobrazu pojawia się w zasadzie w central- 
nej części Tuchowa i zajmuje około 2% obszaru. 
Działalność gospodarcza człowieka, pociągająca za 
sobą wprowadzenie obcych naturalnemu środowisku 
elementów przestrzennych, powinna mieć na względzie 
jak najdalej idące zharmonizowanie ich z tłem przyrodni- 
czym. Obowiązek ochrony krajobrazu roślonnego zawie- 
ra potrzebę świadomego oddziaływania na krajobraz w 
kierunku zachowania jego cech naturalnych lub 
przywrócenia mu w drodze odpowiednich zabiegów -
		

/p12_0001.djvu

			12 


Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


właściwości zapewniających utrzymanie równowagi bio- 
logicznej w środowisku p rzyrodniczo-geograficznym. 
1 synantropijna roślinność - roślinność dzika, pora- 
stająca siedliska wtórne, powstałe w następstwie znisz- 
czenia przez człowieka pierwotnej roślinności naturalnej. 
2 segetalne - towarzyszące roślinom uprawianym na 
polach i w ogrodach, składające się z chwastów. 
3 ruderalne - występujące samorzutnie na siedliskach 
sztucznie wytworzonych przez człowieka, po całkowitym 
zniszczeniu roślinności pierwotnej, np. na śmietnikach, 
przydrożach, torach i nasypach kolejowych, rumowi- 
skach zniszczonych lub opuszczonych osiedli. 
4 agrocenoza - zbiorowisko roślin uprawnych. 


Tytuł artykułu i przypisy pochodzą od redakcji. 


Osiągnięcia rodzimych artystów 
"Tuchowskie Wieści" chlubią się tym, że promują tu- 
chowską kulturę i tuchowskich twórców. Ale nieopatrznie 
zostało pominięte ważne wydarzenie z życia miasta. 
Wspomniano wprawdzie o obchodach Święta Ludowego 
30 maja 1993 r., ale pominięto ważne wydarzenie kultu- 
ralne, należące do jego oprawy. W przeddzień święta, 29 
maja, miał miejsce w Domu Kultury wykład o historii ru- 
chu ludowego, wygłoszony przez dr. Jana Hebdę. 
Wykład poprzedziła uroczysta akademia przygotowana 
przez p. mgr Stanisławę Burzę i p. mgr. Jana Gładysza. 
Złożyły się na nią przepiękne wiersze polskich poetów, 
obrazujące dzieje kształtowania się świadomości naro- 
dowo-patriotycznej chłopa polskiego; z uczuciem i siłą re- 
cytowali je wychowankowie p. mgr S. Burzy. Teksty po- 
etyckie były przeplatane pieśniami z różnych okresów hi- 
storii walki chłopów o ich i całego narodu wolność. Pieśni 
wykonał w sposób oryginalny i wzruszający chór 
działający przy parafii NN M P w Tuchowie pod kierunkiem 
p. mgr. J. Gładysza. Pan Gładysz od lat pacuje z tym 
zespołem i efekty te pracy mogliśmy podziwiać 29 maja 
(oraz podczas Wielkiego Odpustu - w tzw. dzień rolnika 
akademia została powtórzona). To już tradycja, tego typu 
występy artystyczne odbywają się corocznie w czasie W. 
Odpustu i w dzień Święta Ludowego. Ich głównym orga- 
nizatorem i animatorem jest zawsze p. J. Gładysz, cho- 
ciaż - jak wszyscy wiemy - pełni on wiele odpowiedzial- 
nych funkcji w naszym mieście. A jednak znajduje czas 
na taką społeczną działalność. Wspominam ostatnią 
akademię z pewnym smutkiem, bo chociaż była przygo- 
towana i wykonana w sposób mistrzowski, zainteresowa- 
nie społeczności naszej gminy było bardzo małe. Obecni 
byli znajomi wykonawców i twórców oraz przedstawiciele 
PSL. A gdzie tuchowianie? Gdzie młodzież? Zapewne 
przed telewizorami. A przecież "takie będą Rzeczypo- 
spolite, jakie ich młodzieży chowanie". Wszyscy musimy 
sobie zrobić rachunek sumienia. Wychowawcy, nauczy- 
ciele, inteligencja poświęcają swój wolny czas, 
społecznie przygotowują takie jak ta, mądre i świetne pod 
względem artystycznym, rozwijające duchowo, pouczają- 
ce i kształcące imprezy. A my i nasze dzieci nie interesu- 
jemy się. Bo to wymaga wysiłku: fizycznego - pójść, inte- 
lektualnego - słuchać ze zrozumieniem. Nie miejmy więc 
pretensji do naszej rodzimej inteligencji, że nic nie robi, 
że ogląda się na zyski. I nie zdziwmy się, jeśli następnym 


razem nikt nic nie przygotuje, a importowani artyści każą 
sobie za swoją twórczość dobrze zapłacić. 
I jeszcze jedna refleksja - chór działający przy klaszto- 
rze 00. Redemptorystów wystąpił po raz pierwszy poza 
nim, dla miasta. Świadczy to o chęci tych artystów otwar- 
cia się dla szerszych rzesz słuchaczy. Cóż, jeśli 
słuchacze jeszcze do tego miana nie dorośli. A więc w 
przyszłości będziemy słono płacić za każdy kicz i 
chałturę podesłane nam na "prowincję" z zewnątrz. 


I.L. 
(nazwisko i adres znane redakc;i) 


........................,.............. ..........................................................,.. .............. .............................................. 
..1'.... 


Zgodnie z tytułem, o samej wystawie Łucji Radwan bę- 
dzie niewiele. Ale na początek trzeba przynajmniej 
wspomnieć. Otwarto ją (wystawę, nie Sz.P. Łucję) 10 XI br. 
w tuchowskim DK. Pani Radwan urodziła się w Tuchowie, w 
Tarnowie ukończyła szkołę pielęgniarską, ale od 181at mie- 
szka w Wiedniu. Tam też pracuje (w swoim zawodzie 
zresztą). Oprócz tego maluje - od 1985 r. należy do Au- 
striackiego Związku Artystów Malarzy. Maluje akwarele, z 
których głównie składa się nasza wystawa. Przeważnie pej- 
zaże (dużo kościołów i klasztorów), kwiaty, drzewa. Wszy- 
stko bardzo miękkie, stonowane, subtelne, bardzo ciepłe i 
kobiece. 
Wystawa była ogłoszona (plakaty, ogłoszenia, zaprosze- 
nia), ale mimo tego przybyło na otwarcie około 30 osób. 
Gdybym się pokusiła o statystykę, to na jednego oglądają- 
cego przypadał jeden obraz. Ja rozumiem, że środa, że 
wieczór, że w TV właśnie "Pokolenia", że dzieci, że pielu- 
chy, że zupki, kupki itp., ale... Ale nie mówmy, proszę 
Państwa, że w Tuchowie nic się nie dzieje, że DK to nie wia- 
domo po co, bo się tam nic nie robi (słyszy się takie głosy), 
że my, inteligencja, nie mamy możliwości rozwoju. Ja wiem, 
że Tuchów to nie Warszawa, a DK to nie Metropolitan Mu- 
seum, ale co jest, to jest i jakie jest, każdy widzi. Ważne, że 
jest. I - chciałoby się rzec - korzystajmy z tego. Chociaż... 
Po co ja się tu rzucam, znęcam nad tą kartką i tymi biednymi 
"kulturalnymi" ludźmi? Hiszpański filozof Jose Ortega y 
Gasset pisał w jednym ze swoich esejów o "człowieku ma- 
sowym". Człowiek taki nie wyróżnia się niczym, jest taki 
sam, jak wszyscy. Nie boleje nad swoją przeciętnością czy 
nijakością, nie dąży do samodoskonalenia się. Pozostaje 
zamknięty w kręgu swych rzesądów, jest niezdolny do 
słuchania innych ludzi i dyskutowania z nimi. Niczego od 
siebie nie wymaga i nie oczekuje. Jest jaki jest. To prymi- 
tyw, współczesny barbarzyńca, rozpuszczone dziecko 
(wszystkiego żąda, nie ma żadnych ograniczeń). Ludzie ta- 
cy często pretendują do bycia inteligencją i z nich rzeczy- 
wiście inteligencja wspóczesna się składa. Tylko czy taka 
inteligencja jest jeszcze inteligencją? Na zasadzie: czy brak 
formy jest jeszcze formą? Obawiam się, że na razie pytanie 
to pozostanie retoryczne. I nie zanosi się na szybką odpo- 
wiedź. Zamiast niej prognoza Gasseta: człowiek masowy 
taki był, jest i będzie. Dlatego cywilizacja współczesna 
zmierza do katastrofy. Ja wiem, że powiecie Państwo: tak, 
to pesymizm, dekadentyzm (w końcu mamy fin de siecIe). 
Ale... on pewnie ma rację. Jeśli nie wyprowadzicie mnie, 
Państwo z błędu. 


M.K. 
(nazwisko i adres znane redakcji)
		

/p13_0001.djvu

			Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


13 


SPORT SZKOLNY W GMINIE 


Zarząd Oddziału Wojewódzkiego Szkolnego Związku 
Sportowego w Tarnowie opublikował wy n iki 
współzawodnictwa sportowego szkół w roku szkolnym 
1992/93. 
W kategorii szkół podstawowych na sklasyfikowanych 
191 placówek w województwie szkoły w gminie zajęły na- 
stępujące miejsca: 


2. SP w Tuchowie..............................................229 pkt 
42. SP w Burzynie ............................................... 64 pkt 
76. SP w Buchcicach ........................................... 21 pkt 
122. SP w Karwodrzy ............................................ 8 pkt 
140. SP w Zabłędzy ............................................... 5 pkt 
151. SP w Lubaszowej ..........................................4 pkt 
161. SP w Łowczowie............................................ 3 pkt 
Nauczyciele wychowania fizycznego w SP w Tucho- 
wie, Marek Srebro i Krzysztof Gut, za najważniejsze 
osiągnięcia swoich uczniów uważają: 
- w grach zespołowych i konkurencjach druynowych: 
II miejsce dziewcząt w Mistrzostwach Makroregionu 
Małopolska Szkół Podstawowych w Judo 
II miejsce chłopców w Mistrzostwach Makroregionu 
Małopolska Szkół Podstawowych w Judo 
I miejsce chłopców w Wojewódzkich Wielobojach Spe- 
cjalistycznych L-a. 
- indywidualne: 
III miejsce (brązowy medal) Magdy Łątki w Mistrzo- 
stwach Polski Juniorek Młodszych w Judo (Grudziądz) 
VII miejsce Arkadiusza Jelenia w Mistrzostwach Polski 
Szkolnego Związku Sportowego Juniorów Młodszych w 
Judo 
I miejsce Arkadiusza Jelenia w Mistrzostwach Makro- 
regionu Małopolska Młodzików w Judo 


W Mistrzostwach Makrogregionu Dzieci w Judo miej- 
sca zajęli: 
Marek Piotrowski ..........................................................1 
Artur Gawron................................................................. I 
Marcin Srebro .............................................................111 
Artur Wąs ....................................................................111 
Marcin Niemiec ...........................................................111 


W Mistrzostwach Makroregionu Małopolska Młodzików 
i Młodziczek w Judo miejsca zajęli: 
Marek Piotrowski .........................................................11 
Justyna Turek ..............................................................11 
Bożena Oryla ...............................................................11 
Magda Steindel............................................................1I 
Ewelina Franczak .......................................................111 
Justyna Mazur ............................................................111 


W Indywidualnych Mistrzostwach Województwa w 
Lekkoatletyce miejsca zajęli: 


I Agnieszka Igielska - bieg na 600 m 
I Agnieszka Igielska - skok w dal 
II Anna Kulas - bieg na 100 m 
II Miłosz Karwat - pchnięcie kulą 
II Piotr Piątek - skok w dal Oesień) i I m wiosną 
II Wojciech Grzenia - bieg przełajowy - 1500 m 
IV Joanna Rempala - pchnięcie kulą. 
W kategorii szkół ponadpodstawowych: 


VI miejsce w województwie - chłopcy z Zespołu Szkół 
Zawodowych - 151 pkt 
XXIX miejsce - chłopcy z Liceum Ogólnokształcącego 
- 44 pkt 
oraz 
VI miejsce dziewcząt z LO - 116 pkt 
XVI miejsce dziewcząt z ZSZ - 64 pkt 


Nauczyciele wf w LO, Andrzej Moździerz i Stanisław 
Obrzut, za najważniejsze osiągnięcia swoich uczniów 
uważają: 
XIX miejsce drużyny juniorek w Korespondencyjnej Li- 
dze LA Szkół Ponadpodstawowych (co daje II w wo- 
jewództwie). Drużyna juniorów z tej szkoły została skla- 
syfikowana na XXXIII miejscu (co daje miejsce V w wo- 
jewództwie). 
Nauczyciele wf w ZSZ, Bronisław Bartkowski i 
Mieczysław Drąg, za najważniejsze osiągnięcia swoich 
uczniów uważają: 
II m dziewcząt w Wojewódzkich Indywidualnych Bie- 
gach Przełajowych 
1\ m dziewcząt w Sztafetowych Biegach Przełajowych 
(uczennice: M. Budzik, B. Kolbusz, I. Szwed, A. Urban 
zakwalifikowały się do finału Mistrzostw Polski w Biegach 
Przełajowych). Uczeń P. Mikos brał udział w finale Mi- 
strzostw Polski w sztafecie 4 x 100 m. 
(Oprac. red. na podst. materiałów dostarczonych przez 
M. Srebro) 


Modelarze rozpoczęli 
nowy sezon 
Opiekun i animator Koła Modelarzy "Koliber", Marek 
Mikos, informuje nas o pracy i osiągnięciach swoich pod- 
opiecznych na bieżąco. Nie inaczej i tym razem. 
Poinformował nas, że modelarze rozpoczęli sezon 9 X, 
biorąc udział Guż po raz drugi) w zawodach latawcowych 
w Muszynie. Tym razem nie udało się powtórzyć sukce- 
su z zeszłego roku, trzeba było zadowolić się V miej- 
scem Marka Płachny i VI - Marcina Mroza w kategorii la- 
tawców skrzynkowych, a drużynowo miejscem III. Lepsi 
byli zawodnicy z Muszyny i Zakopanego. Ale przy okazji 
nasi nacieszyli oczy przepiękną górską przyrodą w je- 
siennej krasie, bo pogoda dopisała jak rzadko. Podpa- 
trzyli też trochę nowinek technicznych, które z pewnością 
wykorzystają w swoich przyszłych konstrukcjach. 
Drugie zawody odbyły się 24 X w czasie festynu lotni- 
czego, zorganizowanego przez Aeroklub Podhalański na 
zakończenie sezonu lotniczego. Zawodnicy mogli 
podziwiać akrobacje lotnicze, a nawet odbyć prze- 
jażdżkę prawdziwym samolotem. 
W zawodach (rozgrywanych w nie sprzyjających wa- 
runkach atmosferycznych) modeli na uwięzi (klasa F-2B) 
1\ miejsce zajął nasz zawodnik - Dominik Kita, IV - Robert 
Czapla, V - Marek Płach no. 
Po zimowej przerwie modelarze wyznaczyli sobie spot- 
kanie w Muszynie, a później w Tuchowie, gdzie w ostat- 
nią sobotę lutego odbędą się zawody balonów na ogrza- 
ne powietrze.
		

/p14_0001.djvu

			14 


Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


PoC£ZięK9wania 


W dniu 10.11.1993 r. został podpisany akt notarialny, 
na mocy którego p. Melania Wrona darowała na roz- 
budowę cmentarza w Tuchowie działkę o powierzchni 
ponad 1 ha, usytuowaną obok obecnego cmentarza przy ul. 
Leśnej. Nabyta na własność gminy działka umożliwi posze- 
rzenie obecnego ciasnego cmentarza. 
Burmistrz i Zarząd Gminy miasta Tuchowa dziękują 
Pani Melanii Wronie za dokonaną darowiznę, a nieżyją- 
cemu Ryszardowi Wrońskiemu za życzliwość i przychyl- 
ność w toku załatwiania tej sprawy. 
Wyrazy wdzięczności władze miasta i gminy chcą 
przekazać proboszczowi parafii św. Jakuba w Tuchowie, 
ks. Prałatowi, który był inicjatorem sprawy nabycia działki 
i włożył w to przedsięwzięcie wiele starań i trudu. 
Słowa podziękowania kieruję do mecenasa mgr. Anto- 
niego Sajdaka z Tarnowa, który służąc fachową radą i 
pomocą prawną przyczynił się do pomyślnego zakończe- 
nia sprawy. 


Burmistrz Gminy Michał Wojtkiewicz 


Z arząd Szkoln
go Klubu Krajoznawczo-Tu.rystycznego w 
Zespole Szkół Zawodowych w Tuchowle serdecznie- 
dziękuje panu Zdzisławowi Górskiemu za nieodpłatne prze- 
kazanie młodzieży 7 kg kiełbasy na organizowaną w dniu 5 
XI br. imprezę. 
W związku z wypadkiem drogowym, który wydarzył się 
11 XI w Kielanowicach, a ofiarami którego stali się: 
nasza córka, zięć i wnuk pragniemy złożyć serdeczne po- 
dziękowania przede wszystkim Państwu Nowakom za 
szybką, skuteczną pomoc przedlekarską; dr. Andrzejowi Lu- 
dwikowskiemu za fachową ofiarną i skuteczną pomoc me- 
dyczną, załodze karetki pogotowia, panom: Józefowi Czo- 
powi, Grzegorzowi Stanisławczykowi, Ryszardowi Polako- 
wi, Bogdanowi Ziółce, Janowi Gładyszowi za zorganizowa- 
nie akcji ratunkowej i udział w niej. 


Agnieszka i Aleksander Kowalikowie 


J ako Prezes Zarządu OSP w Tuchowie pragnę 
podziękować przede wszystkim druhom strażakom za 
ich trud, poświęcenie, ofiarność w niesieniu pomocy tym, 
którzy jej potrzebują, jak również życzę dobrego zdrowia 
oraz satysfakcji z dobrze pełnionego obowiązku. 
Dziękuję ks. prałatowi Franciszkowi Kukli, proboszczo- 
wi parafii św. Jakuba w Tuchowie za jego zaangażowa- 
nie i trud przed i podczas uroczystości jubileuszowej 110. 
rocznicy zawiązania OSP w Tuchowie. 
Dziękuję burmistrzowi Tuchowa oraz pracownikom 
Domu Kultury za pomoc w organizacji i przygotowaniu 
uroczystości jubileuszowych. 
Szczególnie dziękuję mgr. Aleksandrowi Kowalikowi, 
autorowi broszury historycznej pl. "110 lat OSP w Tucho- 
wie", za poświęcenie własnego czasu i mozolną pracę 
związaną z odszukaniem oryginalnych dokumentów 
źródłowych "zawiązania Straży Pożarnej w Tuchowie lO , 
które stanowią historyczny dokument o istnieniu i pracy 
OSP w okresie od 1883 roku. 


Dziękuję bardzo siostrom zakonnym za zaprojekto- 
wanie oraz przygotowanie ołtarza polowego na rynku w 
Tuchowie. 
Dziękuję panu Leszkowi Szaramie za pomoc i dekora- 
cję ołtarza własnymi kwiatami. 
Dziękuję orkiestrze dętej pod dyrekcją pana Kazimie- 
rza Wrony. 
Dziękuję zespołowi muzycznemu pod dyrekcją pani 
Ewy Stanisławczyk za uświetnienie naszej jubileuszowej 
uroczystości. 
Dziękuję pocztom sztandarowym OSP rejonu tarno- 
wskiego. 
Pragnę podziękować mieszkańcom Tuchowa i okolicy 
za pomoc finansową dla naszej jednostki, szczególnie 
podczas składania gwoździ pamiątkowych; równo- 
cześnie chcę zapewnić, że środki te zostały przeznaczo- 
ne i zostaną wykorzystane na poprawę funkcjonalności 
naszego obiektu, tj. budowę suszarni węży strażackich 
oraz wykończenie 3. boksu remizy. 


Andrzej Siwak 


__"___II'
III1111I11F.IA 


Z policyjnego notatnika 


(na podstawie materiałów przekazanych przez Ko- 
misariat Policji i Państwowej w Tuchowie) 


Ku przestrodze! Wypadki drogowe. 
Od początku 1993 roku do końca października wyda- 
rzyło się na terenie gminy 31 wypadków drogowych, w 
tym aż w 20. przypadkach sprawcy kierujący pojazdami 
byli pod wpływem alkoholu. W pozostałych 11 wypad- 
kach powodem była nieostrożna jazda. 
Drastycznymi przykładami są: 
- wypadek z 27 IX r. w Dąbrówce Tuchowskiej: kierow- 
ca Skody zjechał na lewą stronę i zderzył się czołowo z 
Volkswagenem, w wyniku tego zderzenia ucierpiało 6 
osób, w tym 3 ciężko, a kierowca Skody, Mirosław K., 
dotąd jest w bardzo ciężkim stanie; 
- wypadek z 12 IX w Zabłędzy: kierujący zastawą Ma. 
riusz K., będący pod wpływem alkoholu, zderzył się 
czołowo z jadącym z naprzeciwka samochodem marki 
Fiat 125 p. W wyniku tego zderzenia pasażerka Zastawy, 
Katarzyna T., poniosła śmierć na miejscu, a trzy osoby 
zostały ciężko ranne. 


+++ 


Brak opieki nad dziećmi: 
W dniu 6 X r. 2-letni Tomasz O. został potrącony przez 
pociąg relacji Tarnów-Nowy Sącz, po przewiezieniu do 
szpitala - zmarł. 


+++ 


Nagły zgon, brak opieki sąsiedzkiej. 
W dniu 8 X w Siedliskach pracownica opieki 
społecznej zgłosiła zgon Teofili K. (lat 50). Zmarła leżała 
sama po śmierci przez dwa tygodnie. Towarzyszący jej 
wierny przyjaciel pies nie chciał dopuścić nikogo do ciała 
zmarłej.
		

/p15_0001.djvu

			Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


15 


Uprawa maku nadal zakazana 
O ustawie z 15 maja 1985 roku zakazującej uprawy 
maku przekonały się boleśnie dwie osoby, które za ten 
czyn ukarano grzywną. Są to: Lidia M. z ulicy Ryglickiej 
oraz Anna G. z ulicy Górnej. 


+++ 


Włamania 
26 X dokonano włamania do Szkoły Podstawowej w 
Burzynie, po sforsowaniu 5 zamków sprawcy zabrali 
magnetofon, dwie kolumny głośnikowe i kasety. 



OD
ł¥Wb 

e 


Kiedy wycinano drzewa w rynku, bo zasłaniały ratusz, 
mówiło się, że nic już nie będzie stało na przeszkodzie, 
żeby podziwiać jego klasycystyczną bryłę. A stoi. 
Zwłaszcza jeśli popatrzyć od wylotu ul. 1 Maja. Na pierw- 
szym planie telekomunikacyjna skrzynia. Z początku, kie- 
dy kopano wokół niej, wydawało się, że zostanie zlikwi- 
dowana, instalacja schowana pod płytą rynku, bo że jest 


/I 
1/ J 



 . 
, , 

4 - 
 _ 
1'JJ..:<..: \ \' 'c:' 

 ?f:'" . \ ..t.

 
/'

;}0 .
.
 . >'.<:
 
,.,.;i,> ,.,) )"'-\.' 
 "'\ 
. ft"/ r , "",
 
:;.;. , <'< ",' 
.' 
'.c:fi;':;- 
(,:;-:"..; 
". " .,;-?:;.
. 
lUl
. '\.....- ,//7' . 
-TPfr'J:'.,foo-..... 11 '4;:
 .
 
.-. :.:r
_"!r-:J..:.a... -'-., ,,', 

-.." 

" - 
\!i iTTiin', r; ITTlR iiil 


\':;

 
'\\:
 
\ .',.'\, 
....T_.,..::..:.,':.:
_..._
 . 
potrzebna, to fakt. Tymczasem okazało się, że kopano 
wokół niej, aby ją gustownie obmurować kostką. A więc 
to paskudztwo stanowić będzie trwały element krajobra- 
zu? I nic się w tej materii nie da zrobić? 
*** 


Przed paru laty dobrze poinformowana wojewódzka 
prasa doniosła, jakoby Szwedzi zamierzali kupić tucho- 
wsk i samolot. Wiadomość okazała się zwykłą kaczuszką 
i samolot nadal stoi, choć czas, warunki atmosferyczne i 
rodzimi Hunowie mocno go nadwerężyli. Ci ostatni tam 
najchętniej spożywają, bo samolot to przecie symbol 
uskrzydlenia człowieka, a procenty czy to w jabolu, czy w 
koszernej uskrzydlają, zanim prawo ciążenia zdecydowa- 
nie weźmie górę. W jabolowej euforii trzeba się czymś 
popisać. Czym? Ot choćby celnością oka i ręki. Bierze 
się więc flachę, pustą, rzecz jasna, bo taka wywołuje fizy- 
czny wręcz wstręt i wali się w samolot. A że ten się nie 
rusza, trafić nie trudno. Skutkiem tego stracił on wszy- 


stkie szyby w kabinie i woła o pomstę do przestworzy po- 
wyginanymi tu i ówdzie ramami, pozaginanym poszy- 
ciem, bo tam by mu pewnie takiej krzywdy nie zrobiono. 
Chciałby uciec z niegościnnej ziemi. Ale nie odleci. A 
szkoda. 


*** 


Przed wyborami poszczególne ugrupowania 
prowadziły z sobą walkę wyborczą na plakaty. Podobno 
zezwolono im na to pod warunkiem, że po wyporach 
usuną na własny koszt skutki. Część rzeczywiście usu- 
nięto, ale nie wszystkie. Straszą takie na pół zerwane na 
ogrodzeniach, bramach. Bez trudu można odczytać, do 
kogo należą. To prawda, że taka robota po wyborach bu- 
dzi o wiele mniej entuzjazmu, zwłaszcza jeżeli się je 
przegrało, ale wszystkie ugrupowania mówiły coś o po- 
rządku, o przestrzeganiu przepisów prawa itp. - jak się 
okazuje - dyrdymały. Jedyne co jest w tym pocieszające, 
to jakość kleju. 


Jesteśmy 
w 
ur-f)pie 


Ależ to dwuznaczne - stwier- 
dzi niejeden z czytelników. I 
będzie miał rację. Operowanie 
dwu-i-więcej-znacznościami 
 
jest nieodłącznym elementem 
porządnego prowokowania. 
Weźmy takie stwierdzenie, jak \ 
to tytułowe. Jeżeli zrozumieć \ 
je dosłownie, trzeba się nie- \ 
wątpliwie zgodzić i dodać z ' 
przekąsem, że nie jest zbyt od- 
krywcze, bąknąć coś o wy- 
ważaniu otwartych drzwi i 
zadedykować autorowi tegoż, 
co był rzekł ongiś jeden z bo- 
haterów "Monachomachii": 
"Wiem, bom to czytał w uczo- 
nym Tostacie, po ciemnej no- 
cy, że jasny dzień wschodzi". 
Ale jeżeli nie zrozumieć tego 
dosłownie, to zrodzą się wątpli- 
wości: jak to, już? Przecież 
wokół się słyszy, że dopiero do 
wyśnionej Europy zmierzamy z 
całych sił, a ona do nas jakby 
pUpą. A nawet na tych łamach, ten sam prowokator z sar- 
kazmem pisał, że niektórzy do tej Europy zmierzają, jak- 
by z Tuchowa do Zakliczyna przez Ryglice. Pisał, że nie 
wystarczy żuć gumy, kupować w szopach (ale nie takich 
przy stodole, chociaż niektóre wcale się znowu tak bar- 
dzo od tych przy stodole nie różnią), zażerać się chipsa- 
mi i hot dogami, pipijać coca colą lub jakimś świństwem 
o obco brzmiącej nazwie, ale obowiązkowo z plastikowej 
flachy; że nawet pojechać do roboty do Austrii czy na 
handel do Włoch to też mało, aby być w Europie. aż tu 
nagle coś się zmieniło. Co? No właśnie dlatego, że nic 
się nie zmieniło. "Odległość nie jest miarą oddalenia" -
		

/p16_0001.djvu

			16 


Tuchowskie Wieści nr 5 (24) 


zwykł był mawiać A. Saint-Exupery. Na myśl, że je- 
steśmy już w Europie naprowadziły prowokatora dwa te- 
ksty zamieszczone w tym numerze, obydwa - w co pro- 
wokator nie wątpi, choć wątpienie właśnie leży w jego 
prowokatorskiej naturze - wypływające z tak zwanych 
szlachetnych intencji: oto w dziedzinie kultury dość sporo 
się u nas dzieje; jedni przygotowują z niemałym 
nakładem sił jakiś spektakl, koncert, wystawę, uroczy- 
stość, a nasi tuchowianie, w tym także ci, którzy się do 
inteligencji zaliczają, wypinają się na to w brzydkim stylu 
i nie chcą za diabła skorzystać oprócz garstki tych, którzy 
są w stanie zdobyć się na ten heroiczny wysiłek, 
porzucić domowe pielesze, ukochany TELEWIZOR i 
poatygować się do DK. Obydwu autorom (czyautorkom) 
rację przyznać trzeba, bo to są fakty, a z nimi podobno 
dżentelmeni nie dyskutują, a choć prowokator mało ma z 
tymi ostatnimi wspólnego, to akurat to zdanie podziela. 
Dowodem, należącym do grupy tak zwanych niezbitych, 
jest choćby ostatnia uroczystość z okazji Narodowego 
Święta Niepodległości. Zarówno w części artystycznej w 
DK (na całkiem przyzwoitym poziomie), jak i religijnej 
uczestniczyła garstka ludzi. A co to - powiedzą niektórzy 
oburzeni - obowiązek? obowiązek to był za komuny, te- 
raz ją zniszczyliśmy ("Bohunaśmy usiekli"), jest demo- 
kracja, a więc się niczego nie musi. A dawno nam wbija- 
no do głów, że kierowanie się tym, co wypada lub nie wy- 
pada, to ten, no, snobizm, a to prawie tak paskudne, jak 
teraz komunizm. To nie sztuka świętować, jak wolno. Po- 
lak przecie ma bohaterstwo zakodowane w genach! Kto 
ma, to ma; nie widać jakoś, żeby to zjawisko było maso- 
we. Ot stereotyp nadający się do mitologiczno-narodowej 
rupieciarni, jak choćby i przekonanie, iż to, co było za ko- 
muny, należy w czambuł potępić, a te czterdzieści parę 
lat wykreślić z naszej historii. A takie wykreślanie to 
właśnie komunistyczny wynalazek, bo przecież to komu- 
niści chcieli identycznie postąpić z międzywojniem; 
wszystko było wówczas jak najgorsze, dopiero w PRL- 
u... Uparcie porównywano, ile to ciągników wyproduko- 
wano na przykład po wojnie, a ile przed wojną. Różnica 
była wyrażna, a byłaby jeszcze wyraźniejsza, gdyby 
porównać z epoką - dajmy na to - Kazimierza Wielkiego. 
Na mocno rozpalone głowy obecnych potępiaczy wylał 
wiadro zimnej wody Jan Paweł II stwierdzając, że w so- 
cjalizmie są "ziarna prawdy" i w kapitalizmie nie wszystko 
jest cacy. Weżmy obchody świąt, tych narzuconych. Na 
kilka dni przed zmieniały wygląd domy, a zwłaszcza wy- 
stawy sklepowe. Czuło się atmosferę święta, choć same- 
go 1 Maja czy 22 Lipca jako świąt nie traktowaliśmy, 
święto kojarzy nam się wyłącznie ze świętem kościel- 
nym, a że 11 Listopada świętem kościelnym nie jest... 
Dziś żaden sklep wyglądu nie zmienił, pojawiło się parę 
flag państwowych, głównie na Urzędzie i szkołach, co 
niektórym dało asumpt do spekulacji, czy czasem nie za- 
czyna się strajk, bo im flagi państwowe ze strajkami się 
kojarzą, gdyż rzeczywiście w tych okolicznościach barw 
narodowych nadużyto. No ale przecież nie o święta tylko 
nam chodzi, lecz w ogóle o to, co tak ładnie nazwano 
"konsumpcją kultury", bo tego przecież dotycą obydwa 
teksty. Autor jednego, utrzymanego w bardziej "jeremia- 
szowym" tonie, ubolewa nad zjawiskiem; drugi zaś 
odwołuje się do Gasseta i do zjawiska przykłada miarkę 
socjologiczną. Obydwa w zakończeniu mają mocno 
ciemną tonację. Przywołany hiszpański myśliciel 
natchnął prowokatora pewną myślą. Otóż Gasset 


stworzył pojęcie "człowieka masowego", który'pojawił.się 
na europejskiej widowni po eksplozji demograficznej 
gdzieś na początku XX wieku i przeciwstawił go arysto- 
kracji, przy czym to ostatnie pojęcie rozumiał szerzej: byli 
to ludzie zdolni wznieść się ponad wartości materialne, 
korzystający z dóbr kultury i tworzący je. Ta grupa ludzi 
na skutek różnorodnych społecznych procesów (głównie 
rozwój wielkich aglomeracji niszczących ludzką indywi- 
dualność) stopniowo zestała wypierana przez człowieka 
masowego, który doszedłszy do głosu, zaczął z niego 
robić użytek, a przestał słuchać. Wytworzył swoisty zle- 
pek poglądów, bo w gruncie rzeczy to produkt powierz- 
chownego wykształcenia ("społeczeństwo 
ćwierćinteligentów z pretensjami - jak powiadał A. San- 
dauer). Ale dopuśćmy do głosu filozofa: 
"Wydaje się - pisze Gasset - iż po raz pierwszy o dzie- 
jach Europy decyduje człowiek pospolity jako taki (...) 
Jeżeli mając na uwadze współczesne życie publiczne 
rozpatrzymy strukturę psychologiczną człowieka maso- 
wego, to stwierdzimy, że: 
1) cechuje go wrodzone i głęboko zakorzenione prze- 
konanie o tym, że życie jest łatwie, dostatnie i pozbawio- 
ne jakichkolwiek tragicznych ograniczeń, a co za tym 
idzie, każdego przeciętnego osobnika wypełnia poczucie 
panowania i triumfu, które 
2) skłania go do afirmacji siebie samego takim, jakim 
jest i uznawania własnych treści moralnych i intelektual- 
nych za w pełni doskonałe. To samozadowolenie powo- 
duje, że zamyka się w sobie, odcinając się od wszelkich 
intencji zewnętrznych, że nie słucha, że swoich opinii nie 
poddaje ocenie innych, że z nikim się nie liczy. Jego we- 
wnętrzne poczucie panowania każe mu ciągle 
wykazywać przewagę. Postępuje więc jak gdyby na 
świecie istniał tylko on i ludzie jemu podobni; 
3) wtrąca się do wszystkiego, narzucając wszystkim 
swoje pospolite przekonania, a czyni to bezceremonial- 
nie, bez żadnych wahań czy względów na innych (...) 
Taki zestaw cech nasuwa nam myśl o pewnych 
niedoskonałych sposobach bycia człowiekiem - takich 
jak rozpuszczone dziecko czy zbuntowany prymityw, in- 
nymi słowy - barbarzyńca" . 
Tako rzecze Gasset. I jakkolwiek jego wywody (z wyj- 
ątkiem cytatu, rzecz jasna) prowokator straszliwie 
uprościł, to przecie zasadnicze rysy portretu człowieka 
masowego wychwycił. A Gasset nie wypowiadał się o 
Polsce, przedmiotem jego badań były społeczeństwa Za- 
chodu, które my tu, stosując pewien skrót myślowy, na- 
zywamy Europą. Zjawisko, o którym mowa, wypisz-wy- 
maluj pasuje do naszej tuchowskiej rzeczywistości, ergo 
- jesteśmy w Europie. Co było do udowodnienia. I nie za- 
dajcie mi podstępnego pytania: do którejż to grupy ja 
sam się zaliczam. Mówię, bom smutny... 


Prowokator
		

/p24.djvu

			i
;II,I
1\11;lil,;'I'lllł 


............ ........................... 
," ....... ..............................-...-......
............,.,..... ","" 
........ ................. 


...................................................................-............................................,......'..........................................'......................-......'.-.-.-... 
.......-..........................................................,........ .................-..... ...... ......... ......,............. ..........- ,...... .,-.,.-.".-.-.,',',',.--',-.. 
........-........................................................ .......-..... - ...... -." ", .-..... ....._...-.. '.' '-." '," '.'-..' ,...-.......-, ',' 
.......,..........-...................................'.................'.....-"..,....-... ..-.-'.....,.....- ,..... ... ......-...... ...,....-.... .....'.. .'- ,....... 
'lllll_lIIil.lli!:I:!! 
.. .. ............."...................................,.............,...........................................,....................,.........................,.. 


W tym numerze między innymi: 
... O. Stanisław Gruszka o stuleciu re- 
demptorystów w Tuchowie 
... Andrzej Siwak - prezes OSP w Tu- 
chowie - o 110 rocznicy jednostki 
... Grzegorz Stanisławczyk o poświę- 
ceniu kościoła w Mesznej 
... Stanisław Derus: Droga do Polski - 
rozmowa z Władysławem 
Chrzqszczem 
... Stanisław Cieśla o wpływie 
działalności człowieka na przemia- 
ny w szacie roślinnej Tuchowa i 
okolicy 
... krytyczny dwugłos o stosunku tu- 
chowian do kultury 
... dalsza część wspomnień 
Bronisława Kapałki 


W nastroju 
listopadowym 


Cisza panuje - 
Nastrój żałoby 
Otula mogiły szare; 
Smętek się snuje 
Pomiędzy groby 
I krzyże nowe i stare. 


Pod gołym drzewem 
Wierzby płaczącej 
Widać mogiłę żołnierza... 
Lekkim powiewem 
Duszy łkającej 
Wiatr o gałązki uderza, 
Jakby pieśń głosząc: 
"O daj mu Panie 
wieczne spoczywanie". 
O. Henryk Pagiewski 


Wydarzyło 
. 
Się... 
(z powodu opóźnienia numeru 
o dwa tygodnie odnotowujemy 
wydarzenia do 15 listopada) 


1 września br. w 54. rocznicę 
wybuchu II wojny światowej 
odbyła się uroczystość religijno- 
patriotyczna. W okolicznościowej 
homilii ks. Andrzej Gajewski 
powiedział m.in.: 
"Przyzywam was, bracia nasi, 
gdziekolwiek rozsypane wasze 
prochy. Powtarzam waszą modli- 
twę ofiarną: dusze oddaliśmy Bo- 
gu, ciała ziemi, a serca Ojczyź- 
nie. Nie mogliśmy inaczej. Trze- 
ba było umrzeć, abyście mogli żyć; trzeba było umrzeć, 
abyście byli wolni. Bo wolność krzyżami się mierzy! Bo 
wolność miłością się tworzy" Polsko pamiętasz? Polsko, 
odezwij się! Zdeptano Cię jeszcze wiele razy. Ręce Twe 
były przybite, zniewolone umysły, ale serce nie umarło. I 
znów nam trzeba miłować (...) A my? Tacy jesteśmy roz- 
gadani, pyszni i drapieźni (...) Nam teraz trzeba wysiłku, 
zgody i pokoju (00') Wodzowie i kapłani, prorocy i nauczy- 
ciele - trzeba siać: Obudźcie się! Tu się dzieją wielkie 
rzeczy! A tymczasem wielu z was broni swoich 
tłumoczków, a ku ratowaniu okrętu iść trzeba (00') Nie 
chciejcie Polski łatwej, nie chciejcie Polski, która by was 
nic nie kosztowała (Jan Paweł II)". 


$ 


12 września tuchowska Ochotnicza Straź Poźarna 
obchodziła 110. rocznicę swego istnienia. Z tej okazji 
miała miejsce na rynku uroczystość. Jej część religijna 
obejmowała mszę św. odprawioną przez wikariusza ge-